poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 5

Czyta ktoś jeszcze ? Jeśli tak to komentujemy. Next 14 komentarzy !


Podniosłem swe palce i zobaczyłem...
Zobaczyłem to co chciałem zobaczyć. Ujrzałem liczbę. Teraz już się nie zawahałem się ani chwili, musiałem do niej pojechać i tak też zrobiłem. Byłem już na tym osiedlu, teraz zostało mi już tylko znaleźć numer 11 ( Melanie i Lis mieszkały na osiedlu z domkami jednorodzinnymi ). W końcu zauważyłem tę upragnioną liczbę. Był to ładny dom z małym zadbanym ogródkiem. Zadzwoniłem do drzwi, poczekałem chwilę, jednak nikt mi nie otworzył. Nikogo nie było w środku, ja nie miałem zamiaru rezygnować, choć bym miał tutaj czekać aż do rana.

***

Wracałam właśnie do domu z zakupów, miałam zostać dzisiaj sama. Lisa wybierała się do swojego chłopaka Mata i raczej nieprędko wróci. Gdy już w oddali dostrzegłam nasz dom obok zauważyłam jakiegoś mężczyznę tuż przy wejściu. Początkowo przestraszyłam się nie na żarty, jeśli to jakiś złodziej albo zboczeniec ? Musiałam jednak tam iść, musiałam się jakoś dostać do domu. Gdy już byłam blisko doskonale przyjrzałam się twarzy chłopaka. Widziałam go już wcześniej. To on, Marco Reus. Ale co on robi przed moim domem ? Skąd on zna mój adres ?
- Co tutaj robisz ? - spytałam gdy już byłam pod furtką.
- Melanie, ja chciałem z tobą porozmawiać, proszę.
- Nie znam cię i ty chcesz, żebym wpuściła cię do środka ? 
- Nie jestem żadnym złodziejem, ani gwałcicielem - bronił się.
- I ja mam ci niby zaufać ?
- Już raz to zrobiła - przypomniał mi.
- A skąd wiesz, że chcesz to zrobić po raz drugi ?
- Nie wiem tego, ale obiecałem sobie, że jeśli wypadnie liczba to będę tutaj stał tyle aż mnie wpuścisz do środka.
- I uważasz, że mam cię wpuścić bo tak powiedziała ci moneta ?
- Nie, zrobisz jak uważasz.
- No dobra, wejdź - zaprosiłam go do środka chodź sama nawet nie wiedziałam dlaczego. Gdy byliśmy już w środku zaprowadziłam chłopaka do salonu.
- Napijesz się czegoś ?
- Może być jakiś sok.
- Ok, zaraz przyniosę..
W kuchni znalazłam sok pomarańczowy. Z szafki wyjęłam dwie szklanki. Wróciłam z tym wszystkim do pokoju i zobaczyłam, że Marco ogląda zdjęcia wiszące w salonie.
- Wiesz, może zamiast siedzieć tutaj pójdziemy do mojego pokoju, zbytnio nie lubię tutaj przebywać.
- Ok, nie ma sprawy - uśmiechnął się chłopak i pomógł mi w przenoszeniu rzeczy. Gdy dotarliśmy do mojego pokoju
 Gdy dotarliśmy do pomieszczenia, odłożyliśmy wszystkie rzeczy na stolik i usiedliśmy na łóżku. To znaczy on usiadł, bo ja się położyłam.
- Więc, o czym chciałeś ze mną porozmawiać ?
- Chciałem cię poznać.
- Więc może najpierw ty opowiesz mi coś o sobie - zaproponowałam.
- Dobrze. Tak więc, nazywam się Marco Reus, urodziłem się tutaj w Dortmundzie. Mam 24 lata. Przeniosłem się do BVB z drugiej Borussi, i to chyba tyle.
 - Daj spokój Marco, powiedz dlaczego chcesz mi pomóc.
- Moja siostra tak jak ty brała narkotyki. Początkowo była to niewielka ilość, jednak potem..... Uzależniła się. Każdego dnia brała coraz więcej, aż któregoś dnia ją znalazłem. Już nie żyła, umarła przez to gówno.
- Ale dlaczego ty chcesz pomóc mi ? Może to twoje hobby, ratowanie narkomanów ?
- Nie, po prostu gdy cię wtedy zobaczyłem zrozumiałem, że zaczęłaś brać b ktoś cię bardzo skrzywdził Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Miałam wrażenie, że ten chłopak zna moje myśli, jakby wiedział o mnie wszystko. Zaczęłam pić mojego drinka.
- Może ja teraz powiem coś o sobie. Nazywam się Melanie Heinemann, mam 21 lat. Urodziłam się i wychowałam tu, w Dortmundzie. Jestem narkomanką, chodź od odwyku nic nie wzięłam
- Myślisz, że możemy zostać przyjaciółmi ? - spytał blondyn po długiej ciszy.
- Może kiedyś, jak na razie nie mam zaufania do facetów - westchnęłam.
- Pewnie jakiś dureń cię skrzywdził.
- Yhymm....
- Znam to - przyznał.
- Nie wierzę, ktoś, a raczej jakaś dziewczyna skrzywdziła słynnego Marco Reusa ?
- Tak, gdyby to tylko jedna.... Każda dziewczyna z którą się spotykałem miała tylko na uwadze moją kasę.
- Wiesz Marco dziękuje ci. Rozmowa z tobą bardzo mi pomogła.
- Mi również, nigdy nie spotkałem kogoś kto cierpiałby w taki sam sposób jak ja. Przepraszam, muszę odebrać - powiedział gdy zadzwoniła jego komórka.




Nie no czego on znowu ode mnie chce ? No, ale to mój przyjaciel, odebrałem.
- Halo ? - spytałem.
- Halo ? Marco, na reszcie odebrałeś - westchnął Mario.
- Czego chcesz ?
- Przyjedziesz po mnie ? Trochę wypiłem, a kasy na taksówkę nie mam, bo to co miałem w portfelu wydałem na zabawę z dziewczynami. Jestem w tym klubie co zawsze.
- Dobra, zaraz będę.
- Dzięki przyjacielu.
- Przepraszam cię Melanie, ale muszę ratować przyjaciela - westchnąłem.
- A nie mówiłam, że ratowanie ludzi to twoje hobby - oboje się zaśmieliśmy.
- Melanie, dasz mi swój numer ?
- Jasne, daj komórkę to ci wpiszę.
- No to do zobaczenia - pożegnałem się
- Do może zobaczenia - uśmiechnęła się i zamknęła drzwi kiedy chciałem coś powiedzieć. Wsiadłem w samochód i pojechałem po Götze. Oczywiście musiałem go siłą zaciągnąć do samochodu
- Mówię ci Marco, to jest wspaniałe - bełkotał gdy posadziłem go na fotelu pasażera.
- Co jest takie wspaniałe ? - spytałem.
- Wyobraź sobie, jesteś tylko ty jeden, a wokół ciebie cztery panienki. Dogadzają ci w najróżniejsze sposoby. Stary, powinieneś spróbować, jest bombowo !
- Ty lepiej stary uważaj, żeby one zaraz nie przyszły oznajmić ci, że zostaniesz ojcem.
- Oj Marco co ty taki sztywny, powinieneś się zabawić, zaszaleć.
- Mario, a kiedy wreszcie do ciebie dotrze, że ja nie jestem tobą i swój wolny czas spędzam inaczej niż ty ? On już nic nie odpowiedział. Gdy dojechaliśmy pod mój dom pomogłem mu wejść do pokoju gościnnego, gdzie się położył. Ja zaś poszedłem do mojej sypialni. Usiadłem na szerokim parapecie. Była widać cały Dortmund. Siedziałem tak i zastanawiałem się nad własnym życiem.

sobota, 12 października 2013

Zawaliłam....

Wiem, zawaliłam.
Przez ostatni miesiąc nie dodałam nawet jednego rozdziału, za co bardzo was przepraszam.
Postaram się coś dodać w następnym tygodniu.
Jeszcze raz przepraszam.

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 4 " Nic o mnie nie wiesz "

Autorka traci wenę i chęć do pisania. Pod ostatnim postem były tylko 4 komentarze, nie powiem, trochę mnie to zasmuciło. Następny rozdział 10 komentarzy, nie będę pisała dla samej siebie.

Czy to możliwe, czy to ona ?
- Przepraszam - powiedziała nieśmiało. Już chciała odejść ale złapałem ją za ramię.
- Boże to ty - powiedziałem.
- Nie, to chyba jakaś pomyłka - odeszła.

***

 Uciekłam stamtąd, sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że ten Marco zna moją tajemnicę.
- Zaczekaj - krzyknął ktoś.
Odwróciłam się i go ujrzałam. Blondyna z rozczochraną fryzurą i pięknymi oczami. Nie wiem dlaczego ale się zatrzymałam, moje nogi odmówiły posłuszeństwa.
- Czego ode mnie chcesz - spytałam gdy ten był już obok.
- Chcę z tobą porozmawiać.
- Ale ja cię nie znam, nie mamy o czym ze sobą rozmawiać - już chciałam odchodzić ale słowa, które wypowiedział po chwili mnie zatrzymały.
- Wtedy się otworzyłaś, powierzyłaś mi swój największy sekret....
- I co, nie brzydzisz się mnie ? Jestem przecież tylko obrzydliwą narkomanką, która zrobi wszystko by kupić sobie działkę ! - wykrzyczałam wybuchając strumieniem łez.
- Tak to prawda, ale gdzieś w głębi jesteś wrażliwą dziewczyną, która potrzebuje pomocy.
- Prawda jest taka, że nic o mnie nie wiesz !
- A co mylę się ? Nie taka jest prawda, a ty boisz się do tego przyznać.
- Ta rozmowa nie ma sensu, cześć.
- Powiedz mi tylko jak się nazywasz.
- Melanie - powiedziałam i pobiegłam wprost przed siebie.

 *** 

Ona, ta dziewczyna... Melanie. Nie wiem co się ze mną dzieję, nie mogę przestać o niej myśleć. Nie mogę, ale chyba bardziej nie chcę o niej zapomnieć. Wolę w głębi duszy mieć jeszcze nadzieję, że ją kiedyś spotkam, że jej pomogę.
- Myśl Reus, jak możesz jej pomóc, jak możesz ją odnaleźć - tak trapiłem się przez cały tydzień od naszego ostatniego spotkania. 
***
 Drogi Pamiętniku ! 
Nie wiem co mam powiedzieć, ostatnio dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Jednak dziwne dla mnie oznaczają całkowicie normalne dla zwykłych ludzi. Ten chłopak, Marco Reus.... On mnie zmienił, miał rację. Pod powłoką zimnej narkomanki istnieje zupełnie inna dziewczyna. Taka, która jest wrażliwa i chce być przez kogoś kochana. Taka naprawdę jest Melanie Hainemann, a przynajmniej była kiedyś. Nie chcę całkowicie włączać swoich emocji, boje się że ktoś może je wykorzystać przeciw mnie.

 ***

 Wreszcie mam pomysł, pomysł który może doprowadzić mnie do Melanie. Muszę pojechać do
wszystkich ośrodków odwykowych w okolicach Dortmundu, tylko tam mogę się czegoś dowiedzieć. Z samego rana wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i wsiadłem w samochód. Zamierzałem sprawdzić każdy ośrodek. Kilka godzin później Byłem już w trzecim ośrodku i nic. Ani jednej wiadomości od Melanie. Jednak mam jeszcze nadzieję, zastał mi jeszcze jeden zakład. Właśnie wjechałem na parking. - Proszę, żeby to właśnie tutaj przebywała ta dziewczyna - pomyślałem.
Wszedłem do tego budynku, zobaczyłem, że przy jednym ze stolików siedzi młoda dziewczyna z plakietką, na której widniał napis " Suzane " Podszedłem do niej i się uśmiechnąłem.
- Przepraszam czy mogę rozmawiać z dyrektorem bądź kierownikiem tego ośrodka ? - spytałem uprzejmie.
- Oczywiście, proszę za mną - dziewczyna zaprowadziła mnie do ciasnego korytarza.
- Pierwsze drzwi po lewo - powiedziała i odeszła. Podszedłem do drzwi z napisem " Herr Richter " i lekko zastukałem. Gdy usłyszałem donośne proszę wszedłem do środka. Za mahoniowym biurkiem w ponurym gabinecie siedział otyły mężczyzna w podeszłym wielu z wygoloną głową i worami pod oczami. Szczerze, nie wywołał u mnie pozytywnego wrażenia, wręcz przeciwnie.
- Dzień dobry - powiedziałem bez wyrazu.
- Dzień dobry, co pana tutaj sprowadza ?
- Chciałbym się dowiedzieć czy w ostatnich tygodniach ten ośrodek opuściła pani Melanie.
- Oh Melanie, bardzo trudny przypadek.
- Czy mógłby pan podać mi jej adres ?
- Zależy ile jest pan w stanie za niego dać - powiedział przebiegle. Wtedy mnie zatkało, czy ten facet chciał wyłudzić ode mnie pieniądze !?
- Niech pan nie będzie taki zszokowany, wiem kim pan jest, ile pan zarabia.
- 200 euro - powiedziałem
- 200 euro ? - zaśmiał się - Tyle jest wart adres twojej ukochanej ?
- 400 euro.
- No wie pan ja myślałem o jakiś 800 euro.
- Masz i dawaj te informacje - rzuciłem mu pieniądze na stół. Gdy tylko je przeliczył wyjął jakąś teczkę z ogromnego stosu.
- A więc tak Melanie Haineman, zamieszkała w Dortmundzie ( tutaj podał adres ). To wszystko, żegnam.
Wyszedłem z tego gabinetu trzaskając drzwiami. Musiałem się udać pod podany adres, to była sprawa życia i śmierci. Wsiadłem w mój samochód i włączyłem silnik. Zacząłem rozmyślać, czy to wszystko ma jakikolwiek sens ? Ona powiedziała, że nie chcę ze mną rozmawiać. Tak naprawdę nie wiem co ciągnie mnie do tej dziewczyny, zależy mi na tym aby za wszelką cenę pomóc jej wyjść z nałogu. Już wiem, mam pomysł. Wyciągnąłem z kieszeni monetę.Jeśli wypadnie liczba pojadę tam i będę czekał tyle aż w końcu mi otworzy. A jeśli będzie znak zapomnę o niej raz na zawsze, już nigdy nawet nie pomyślę. Podrzuciłem monetę do góry, złapałem i umieściłem na mojej dłoni, zakryłem palcami drugiej ręki. Bałem się tego co wypadnie. Podniosłem swe palce i zobaczyłem.....

Kolejny w wasze ręce, tak jak powiedziałam wcześniej następny pojawi się dopiero gdy będzie 10 komentarzy. 
Pozdrawiam :*
 

czwartek, 5 września 2013

informacja

Bardzo was przepraszam ale dzisiaj nie dodam rozdziału czwartego pod tutułem " Nic o mnie nie wiesz ". Jak wiecie zaczęła się szkoła, późno wróciłam dzisiaj do domu. Mam jeszcze angielski i taniec więc nie dam rady dzisiaj nic już dodać. Spodziewajcie się rozdziału w weekend. Jeśli kogoś zawiodłam bardzo przepraszam

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 3 " Cytryna i imbir"

Dni mijały, a ja nie mogłem o niej zapomnieć. O długowłosej brunetce o czekoladowych oczach, karminowych wargach i bladej skórze. Cały czas siedziała w mojej głowie i chodź za wszelką cenę chciałem ją  stamtąd wyrzucić myśli o niej wracały z podwojoną siłą. Nie znam jej imienia, wiem tylko że jest narkomanką, która zrobi wszystko by zażyć narkotyki. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, jej zapach.... Jej perfumy miały piękny zapach, to była mieszanka cytryny i imbiru. Więc wychodzi na to, że o dziewczynie, o której myślę 24 godziny na dobę wiem tylko te kilka rzeczy.

***

 Kolejny nudny, monotonny dzień. Kolejna chęć skończenia ze wszystkim, na zawsze. Kolejna silna chęć zażycia narkotyku. Ale nie mogę, obiecałam mu. Obiecałam temu tajemniczemu blondynowi, chodź go nie znam i mogę go już nigdy nie zobaczyć spróbuję dotrzymać tajemnicy. Dlaczego ? Sama nie wiem, ja po prostu mu zaufałam, opowiedziałam całą historię, byłam szczera. Zacznę żyć dla niego, a przynajmniej spróbuję.

 ***

 Nie jest tak łatwo jak myślałam, nie potrafię teraz wstać i wyjść do ludzi. Nie potrafię z dnia na dzień zacząć wszystko od początku. To jest za trudne, a ja jestem za słaba. Niedawno w szafie znalazłam mój stary pamiętnik, gdy pisałam te wszystkie notki byłam tak bardzo szczęśliwa, zadowolona z życia. A teraz ? Teraz jestem masochistką, zadawanie sobie bólu za pomocą żyletki to dla mnie zwykła codzienność. Ten ostry przedmiot stał się dla mnie przyjaciółką. W domu nikogo nie było, moja siostra zapewne poszła do pracy, z zawodu jest fotografem. Poszłam trochę pooglądać telewizję. Latałam po kanałach, zatrzymałam się dopiero na programie sportowym. Akurat była powtórka meczu, w którym grała moja ukochana Borussia Dortmund. Zawsze moja rodzina wykupywała bilety na mecze, byliśmy wiernymi kibicami. Nagle wpadłam na genialny pomysł. Wzięłam laptopa na kolana i weszłam na główną stronę BVB. Następny mecz miał się odbyć za dwa dni. Na moje szczęście było jeszcze kilka biletów. Kupiłam dwa, dla mnie i Lisy. Może właśnie to pomoże mi wrócić do normalności.

*** 

Już za swa dni mecz z schalke, z jednej strony nie mogę się doczekać, ale teraz ciągle jestem rozkojarzony na treningach. Zdziwiłem się gdy trener wystawił mnie w podstawowej jedenastce. Mam nadzieję, że podczas tego meczu nic mnie nie rozproszy, że ani razu nie pomyślę o brunetce, która śni mi się każdej nocy.

***

2 dni później To już dzisiaj, ligowy mecz, w którym BVB zagra o punkty z odwiecznym rywalem - Schalke. Już od samego rana chodzę podekscytowana, nie mogę doczekać się tego starcia. Gdy wzięłam już letni orzeźwiającej prysznic ubrałam się w klubową koszulkę i czarne rurki. Zaczęłam przeglądać czas aż do 16.30. Zaczęłyśmy się wraz z Lisą malować na mecz. Na koniec założyłyśmy jeszcze szaliki i ruszyłyśmy na Signal iduna Park.

***

 Mario i Robert zajechali po mnie, zawsze razem jeździliśmy na stadion przed meczem. To mnie trochę odpręża, rozmawialiśmy wtedy o wszystkim.
- Co tam u Ani Robert ? - spytałem.
- Dobrze, tylko teraz ciągle jej nie ma w domu bo do zawodów się ciągle przygotowuje.
- No cóż takie życie sportowca - westchnąłem.
- Tak wiem o tym dobrze, ale wiesz ja bym chciał zrobić kolejny krok w naszym związku. Wiesz powiększyć rodzinę - rozmarzył się.
- Oj tam Lewy po co ci dzieci ? One tylko jedzą, płaczą i śpią. - wtrącił się Mario.
- A ty Mario jesteś jeszcze taki niedojrzały. Nie myślisz o żadnej dziewczynie na poważnie, nie chcesz zakładać rodziny...- oburzyłem się.
- Oj Marco, a po co mi rodzina, jeśli co chwilę mogę mieć nową laskę ?
 - Wiesz, może po to, że jak już zostaniesz stary, to ktoś się tobą zaopiekuję i nie będziesz sam ! - trochę podniosłem głos, naprawdę takie zachowanie mojego przyjaciela mocno mnie irytowało.
- Dobrze chłopaki nie kłóćcie się, każdy ma inne podejście do życia - wtrącił się Lewy. Podjechaliśmy na SIP i udaliśmy się do szatni, w której siedzieliśmy już wszyscy zawodnicy. Trochę z nimi pogadaliśmy jednak nie trwało to długo gdyż przyszedł do nas trener, aby zagrzać nas trochę do walki. Wyszliśmy na murawę, podaliśmy sobie dłonie z zawodnikami Schalke. Gdy kibice zaczęli śpiewać pieśń BVB na jednej z trybun dostrzegłem obraz, króry przedstawiał moją podobiznę. Nie ukrywam, zrobiło mi się ciepło na duchu. Wiem, że kibice są ze mną nawet w najtrudniejszych momentach.

*** 

Ta podobizna....Chłopak, którego ona przedstawiała wydawał mi się bardzo znajomy. Jakbym go już kiedyś spotkała, rozmawiała z nim.
- Lis, kim jest ten chłopak ?
- To Marco Reus, piłkarz BVB.
Pierwszy gwizdek arbitra i zaczyna się 90 minut spotkania pełnego emocji. Gdy mecz się skończył byłam bardzo dumna z 3:0. Zdobywcami bramek był Kuba, Lewy oraz ten cały Marco Reus.
 - Chodź, pójdziemy po autografy - zaproponowała moja siostra.
- Lisa, ale on tam będzie....
- Mel, nie przejmuj się. On już dla ciebie nic nie znaczy, pamiętaj.

*** 

Byłem zadowolony z dzisiejszego meczu. W szatni szybko się ogarnąłem i poszedłem rozdawać autografy. Gdy wychodziłem przed stadion wpadłem na kogoś. Cytryna i imbir, ciemne włosy, karminowe usta, czekoladowe oczy. Czy to możliwe, czy to ona ?

Kolejny w wasze ręce, mam nadzieję że się spodoba. Chcecie, żeby Melanie spotkała się z Marco ponownie ?
Pozdrawiam :*

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 2 " Spotkanie"

 Miłość jest jak jakieś nie wiadomo co,
przychodzi nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy,
i sprawia ból nie wiadomo dlaczego.
 
Kolejny dzień i znowu pojawia się kolejna niechęć do życia. Czasem zastanawiam się też czy warto dalej istnieć w tym chorym świecie. Ale może to ja jestem chora, a świat nic mi nie zawinił ? Nie jestem zbyt mocno wytrwała psychicznie, łatwo ulegam wpływom, jestem naiwna. Za wszelką cenę chciałam się zmienić w kogoś przebojowego, zawsze marzyłam, żeby studiować zasady żywienia.
- Mel wstawaj ! - krzyknęła moja siostra budząc mnie z rozmyślań.
Nie chciałam jej słuchać, nie chciałam z nikim rozmawiać. Zakryłam głowę poduszką, dałam spokojnie popłynąć łzą.
- Melanie - szepnęła lekko dotykając mojego ramienia. - Musisz zawalczyć, porozmawiaj ze mną, wyrzuć wszystko z siecie.
- Chcesz wiedzieć wszystko, chcesz ?! Prawda jest taka, że ten wypadek to moja wina ! - wykrzyczałam. - To, że zostałam wykorzystana to też moja wina !
- Melanie, uspokój się, to nie twoja wina.
- Łatwo ci mówić. Lisa, zawsze idealna, trzeba brać z niej przykład - powiedziałam i wybiegłam do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic, potem ubrałam się i lekko pomalowałam aby nie było widać znaku łez. Postanowiłam wyjść na miasto, znowu posmakować mój kochany Dortmund <3.

***
Znowu przez to przechodzę ! Dlaczego to mnie zawsze spotyka coś takiego ?! Myślałem, że ta dziewczyna będzie tą jedyną, jednak gdy odmówiłem jej pójścia na zakupy zerwała ze mną. Czasem chcę być tylko zwykłym chłopakiem, a nie słynnym piłkarzem. Siedzę teraz w salonie, a obok mnie na kanapie mój przyjaciel Mario z nieotwartymi browarami.
- Marco, nie przejmuj się, była jedna ale zaraz będzie następna - pocieszał mnie.
- Ale czy ty rozumiesz, że ja nie jestem tobą ?! Zależy mi na dziewczynie, a nie na tym by dodać ją do listy zaliczonych panienek !
- Stary wrzuć na luz. Teraz musisz się zabawić, a nie użalać nad sobą - pociągnął mnie za rękaw i ruszyliśmy do jego samochodu.

***
Bezwładnie krążyłam ulicami miasta, nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. Jedyną rzeczą, której teraz pragnęłam był narkotyk. Wiem, dopiero co wyszłam z odwyku ale narkoman zawsze pozostanie narkomanem. Tak to już jest i zawsze będzie. Człowiek uzależiony zrobi wszystko aby zdobyć to czego pragnie. Posunie się nawet do tego co ja. Zaspokajanie potrzeb mężczyzn za pieniądze, prostytucja. Nie chcę tego, ale to jest silniejsze ode mnie. Wiem, że nie powinnam ale muszę. Weszłam do domu, w którym pracują prostytutki, porozmawiałam z właścicielem. Przyjął mnie, miałam zaczął od dzisiaj. Zaprowadził mnie do jednej z sypialni, w której miałam czekać na pierwszego klienta.
***
- Jesteśmy na miejscu - powiedział  mój przyjaciel, gdy zatrzymaliśmy się przy jakimś budynku. Weszliśmy do środka, początkowo nie wiedziałem o co chodzi.
- O pan Goetze, witam - powiedział jakiś gruby mężczyzna.
- A witam, witam. Przyprowadziłem dzisiaj kolegę, niech się zabawi, a ja poproszę na dzisiaj Ann.
- Oczywiście. Niech pan idzie, a ja zaprowadzę pana Reusa.
Poszliśmy na korytarz, w którym było pełno drzwi. Gdy stanęliśmy przed jednymi z nich facet powiedział " miłej zabawy " i odszedł. Niechętnie wszedłem do środka, wiedziałem że mój przyjaciel tak lubi spędzać czas ale nie przypuszczałem, że mnie może do tego wkręcić. Gdy byłem w sypialni na skraju łóżka zobaczyłam płaczącą brunetkę. Nie wiedziałem co mam zrobić, za wszelką cenę chciałem jej pomóc, chciałem aby przestałą płakać. Usiadłem obok niej na wielkim łożu i lekko dotknąłem jej ramienia. 
- Hej, dlaczego płaczesz ? - spytałem, wtedy ona przetarła błonią twarz i lekko sie wzdrygnęła.
- Przepraszam nie powinna. Już się biorę do roboty - wstała jednak ją zatrzymałem.
- Wcale nie chciałem tu przychodzić, oczywiście mój przyjaciel mnie do tego namówił. Ja wcale nie chcę cię wykorzystać i to za pieniądze. Proszę zaufaj mi i opowiec co się stało. - dotknąłem dłonią jej dłoni.

***
Czy ja się przesłyszałem ? Czy on nie chce mi nic zrobić ? Postanowiłam mu się wyżalić, podobno obcemu łatwiej przedstawić swój problem. 
- Miałeś być moim pierwszym klientem. Ja wcale nie chcę tutaj być. Ja po prostu potrzebuję pieniędzy... Wczoraj wyszłam z odwyku, tak bardzo chciałam zażyć narkotyk...- popłakałam się. Wtedy poczułam, że blondyn mnie przytula.
- Proszę uciekaj stąd. Nigdy więcej tu nie wracaj - powiedział i wyszedł zostawiając mnie samą.



Trochę krótszy, ale postaram się jakoś nadrobić. Dziękuje za komentarze pod ostatni rozdziałem, bardzo mnie zmotywowały. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba, bo mi nawet przypadł do gustu. Chcecie następny przed czwartkiem ? 10 komentarzy i dodaję kolejny.

Mam też do was prośbę, możecie polecać mój blog na swoich ? To dla mne bardzo ważne aby było dużo komentarzy, wyświetleń i obserwatorów.
Posdrawiam.

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 1 " Bolesne Wspomnienia "

Miłość jest jak rozmowa telefoniczna,
początkowo jest bardzo wyczekiwana
ale potem okazuje się, że to pomyłka. 


Rok 2011.
 Patrzę na zegarek, wskazówki pokazują już 24.30. Siedzę w jego mieszkaniu i czekam, spóźnia się już ponad dwie godziny. Nagle słyszę, że drzwi otwierają się i zamykają z trzaskiem. Do środka wchodzi on, zalany w cztery dupy, no ale on zawsze tak wracał po wszystkich imprezach. Spojrzał na mnie i się zaśmiał. Zaczął podchodzić do mnie wolnym krokiem, zapewne nie chciał się przewrócić. Położył dłoń w mojej talii, zaczął całować po szyi. Już chciał rozpinać guziki mojej bluzki, ale go powstrzymałam.
- Mario dość, jesteś pijany !
 - Wiesz, śmieszna jesteś Mel, powiem ci że znalazłem sobie kilka takich co są od ciebie lepsze w łóżku, więc żegnam.
- Ty idioto, ty parafianie - uderzyłam go w twarz i wybiegłam z mieszkania.
 Wtedy dałam spokojnie popłynąć łzą. Chciałam odetchnąć, wyluzować, zapomnieć. Impreza nie wchodziła w grę, zbyt ich nie lubiłam. Do głowy przyszło mi tylko jedno miejsce, słyszałam że właśnie tam handlują dragami. Szybkim krokiem ruszyłam w tamtą stronę. Ciemny zaułek, a w nim kręciło się kilku typów o blade twarzy, zaczerwienionych oczach i worach pod nimi. Zrozumiałam, że nie pasuję tutaj, ale jednak z drugiej strony chciałam odetchnąć. Podeszłam do jednego z nich.
- Ile ? - spytałam oschle.
- 30 euro jedna działka marihuany. Na szczęście taką sumę miałam w portfelu, dałam mu pieniądze, a on mi to co potrzebowałam. Szybko wróciłam do mojego domu, w którym mieszkałam z Lis. Otworzyłem kluczem drzwi i weszła do środka. Już chyba spała, więc bezgłośnie udałam się do mojego pokoju. Spojrzałam jeszcze w duże lustro oprawione czarną ramą. Na moich policzkach były jeszcze ślady łez, oczy podpuchnięte. Usiadłam przy biurku, zdążyłam narkotyk. Początkowo nic się nie działo, położyłam się na łóżku i czekałam. Po jakimś czasie poczułam się wspaniale, zapomniałam o wszystkim. To właśnie w tym momencie zaczęła się moja długą droga z narkotykami.

* Miesiące mijały, a ją wciąż brałam. Nie chodzi o to że chce zapomnieć, teraz już nie miałam o czym. To stało się moim nałogiem. Wielokrotnie chciałam z tym skończyć ale mi się nie udało. Wiem, niszczę siebie, pewnego dnia mogę przedawkować ale chęć zarzycia jest silniejsza ode mnie. Czasem mam wrażenie, że moja siostra coś podejrzewa. Ona nigdy nie może się o tym dowiedzieć popłynąć łzą. Chciałam odetchnąć, wyluzować, zapomnieć. Impreza nie wchodziła w grę, zbyt ich nie lubiłam. Do głowy przyszło mi tylko.jedno miejsce, słyszałam że właśnie tam handlują dragami. Szybkim krokiem ruszyłam w tamtą stronę. Ciemny zaułek, a w nim kręciło się kilku typów o blade twarzy, zaczerwieniony * Miesiące mijały, a ją wciąż brałam. Nie chodzi o to że chce zapomnieć, teraz już nie miałam o czym. To stało się moim nałogiem. Wielokrotnie chciałam z tym skończyć ale mi się nie udało. Wiem, niszczę siebie, pewnego dnia mogę przedawkować ale chęć zarzycia jest silniejsza ode mnie. Czasem mam wrażenie, że moja siostra coś podejrzewa. Ona nigdy nie może się o tym dowiedzieć ch oczach i worach pod nimi. Zrozumiałam, że nie pasuję tutaj, ale jednak z drugiej strony chciałam odetchnąć. Podeszłam do jednego z nich. - Ile ? - spytałam oschle. - 30 euro jedna działka marihuany. Na szczęście taką sumę miałam w portfelu, dałam mu pieniądze, a on mi to co potrzebowałam. Szybko wróciłam do mojego domu, w którym mieszkałam z Lis. Otworzyłem kluczem drzwi i weszła do środka. Już chyba spała, więc bezgłośnie udałam się do mojego pokoju. Spojrzałam jeszcze w duże lustro oprawione czarną ramą. Na moich policzkach były jeszcze ślady łez, oczy podpuchniete. Usiadłam przy biurku, zdążyłam narkotyk. Początkowo nic się nie działo, położyłam się na łóżku i czekałam. Po jakimś czasie poczułam się wspaniale, zapomniałam o wszystkim. To właśnie w tym momencie zaczęła się moja długą droga z narkotykami.
 * 
Miesiące mijały, a ją wciąż brałam. Nie chodzi o to że chce zapomnieć, teraz już nie miałam o czym. To stało się moim nałogiem. Wielokrotnie chciałam z tym skończyć ale mi się nie udało. Wiem, niszczę siebie, pewnego dnia mogę przedawkować ale chęć zażycia jest silniejsza ode mnie. Czasem mam wrażenie, że moja siostra coś podejrzewa. Ona nigdy nie może się o tym dowiedzieć
 Wracam do domu, a w torbie kolejne woreczki i białym proszkiem. Było bardzo cicho.
- Lisa pewnie gdzieś wyszła - pomyślałam. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę mojego pokoju. Drzwi były otwarte, trochę mnie to zdziwiło, zawsze je zamykam. Weszła do środka, a tam wszystkie rzeczy porozwalane, ubrania wyjęte z szafek, a na środku pokoju siedzi Lisa i czymś się bawi.
- Możesz mi powiedzieć co ty tutaj robisz ? - spytałam.
- Mel, dlaczego to robisz co ? Dlaczego się torturujesz ?
- To nie twoja sprawa ! - już chciałam wychodzić ale mnie powstrzymała, wyczerpała moja torbę i zaczęła robić rewizję. Gdy znalazła kolejne córeczki cicho westchnęła.
- Mel, dlaczego ? Dlaczego niszczy siebie ?
- Ja....ja nie mogę przestać. To jest silniejsze ode mnie - płakałam
- Ile już bierzesz ?
- Ponad pół roku.
- Melanie, obiecał że już nigdy tego nie weźmiesz.
- Obiecuje.
Mogłam obiecać ale nie udało się. To było dla mnie zbyt wiele. Gdy trochę nie brała, czułam że zaraz umrę. Mój organizm domagał się narkotyku. Gdy po raz trzeci złamałam obietnice Lisa się wkurzyła.
- Pakuje się zawiózł cię na odwyk !
- Ale ją nie chce !
- Nie obchodzi mnie to, nie chce patrzyć jak umierasz z przedawkowania !
Pozostało mi tylko zrobić to co kazała. Spakowałam się, a następnie moja siostra zawiozła mnie w miejsce gdzie miałam spędzić następne 1,5 roku.
- Wierzę, że dasz radę, że z tego wyjdziesz - przytuliła mnie.
Potem udałam się do budynku, w którym miałam walczyć z pragnieniem.
*
 15 maj 2013 
To dzisiaj, wychodzę. Ma przyjechać po mnie Lisa. Tak bardzo za nią tęskniłam. Wyszłam na zewnątrz, to świeże powietrze...Przez te 1,5 roku praktycznie siedziałam tylko w ośrodku. Zobaczyłam ukochanego czerwonego garbusa mojej siostry. Wyszła z niego wysoka szatynka. Coś mi tutaj nie pasowało, przecież moja siostra była blondynką, jednak gdy się odwróciła zobaczyłam te same rysy twarzy co u mojej mamy i ten ciepły uśmiech. 
- Melanie - podbiegła do mnie i przytuliła.
Tak bardzo za nią tęskniłam, za dotykiem osoby, która mnie kocha.
- Tęskniłam - wyszeptałam.
- Ja też siostro. Teraz zaczniemy nowe życie.
- Mam nadzieję.
- Chodź jedziemy na jakieś duże zakupy, na pewno ci się przydadzą.
- Jasne.
*
Przez długi czas buszowałyśmy po sklepach, w końcu gdy  wybrałyśmy sobie kilka świetnych ciuchów udałyśmy się do kasy. Wtedy dopiero zauważyłam jeden problem. 
- Lisa...bo ja.... bo ja nie mogę tego wziąć - za jąkałam się.
- Oj siostro nie przejmuj się, ja zapłacę.
- Ale Lisa ty przecież nie pracujesz...
- Pracuję, pracuję a teraz dawaj te ciuchy zanim się rozmyślę.
*
Z nowymi zdobyczami udałyśmy się do mieszkania, do mieszkania a raczej domu które jeszcze 1,5 roku temu dzieliłam z Lisą. Te wszystkie wspomnienia zarówno dobre jak i złe. To właśnie tutaj się wychowałam. Tylko to zostało mi po rodzicach. Zginęli kilka miesięcy przed tym jak zaczęłam brać. Pamiętam to jak dziś. Był 11 styczeń, wracałam razem z nimi od naszej ciotki Sabiny, droga była śliska. Jechaliśmy i jak zwykle śpiewaliśmy różne piosenki.
- Henry uważaj ! - krzyknęła moja mama Mariet.
Nim spostrzegłam się o co chodzi poczułam jak ostry ból przeszywa moje ciało. Samochód był na boku, a drzewo w które wjechaliśmy było wywrócone.
- Niech się pan nie martwi, już pana wyciągam.
- Nie. Niech pan najpierw wyciągnie moją córkę - wychrypiał ostatkiem sił mój ojciec.
Dalej nie pamiętam już nic,  obudziłam się dopiero w jasno oświetlonej sali szpitalnej.
- Co z moimi rodzicami ? - spytałam.
- Przykro nam.
- Nie to nie może być prawda !
Jednak była, miesiące dochodziłam do siebie. Zadawałam sobie pytanie: " Dlaczego oni, dlaczego nie ja ? ". Wiedziałam, że nic nie zwróci im życia jednak tak bardzo za nimi tęskniłam. Miałam wiele prób samobójczych. Potem poznałam tego piłkarza od siedmiu boleści i się zaczęło. Ale przede mną jest jeszcze przyszłość, którą muszę przeżyć.



Pierwszy rozdział dodaję w wasze ręce, trochę wcześniej ale wyjeżdżam i nie miałaby czasu tego zrobić wcześniej.  Jestem bardzo mile zaskoczona, 9 obserwatorów, prawie 1000 wyświetleń, tego się nie spodziewałam.  Chciałabym przeprosić Ninę Majewską ponieważ niechcący usunęłam jej świetny komentarz spod prologu, przepraszam cię bardzo Nina. Teraz chyba mam nauczkę aby nie sprawdzać bloga na telefonie.
Pozdrawiam was serdecznie, CAłuski :*