sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 7

Zastanawiam się nad tym, aby ten blog był tylko dla wybranych obserwatorów. Jest 17 osób, które mają ten blog w obserwowanych, a tylko marne 6, 8 komentarzy.
Ci co czytają niech komentują ! 






Wychodziła z miejskiego transportu. Szła na spotkanie z chłopakiem, który odmienił jej życie. Na lepsze, na gorsze, tego nikt jeszcze nie wie. Była zamyślona, miała głowę w chmurach. Nawet nie spostrzegła się kiedy kogoś potrąciła, upadła na twardy chodnik.
- Nic ci się nie stało ? - spytał męski głos, kojarzyła go. Podniosła głowę i wtedy go ujrzała. To był on, jej nocny koszmar. Chłopak, który skrzywdził ją najbardziej na świecie. Ten przez, którego rozpoczęła się jej miłość do narkotyków. To był on, Mario....
- Nie nic - wstała i chciała odejść, jednak on jej to uniemożliwił w chwili gdy mocno złapał za nadgarstki.
- Melanie, to ty ? - spytał.
- Nie, chyba mnie z kimś pomyliłeś - chciałam mu się wyrwać, ale on uniemożliwił mi ucieczkę.
- Melanie, wiem że to ty. Wiem też, że nie chcesz ze mną rozmawiać po tym co ci zrobiłem, ale proszę.... Szukałem cię wiele miesięcy, myślałem o tobie, tęskniłem. Mel, proszę daj mi to wytłumaczyć.
- Mario, ale ja nie chce z tobą rozmawiać. Skrzywdziłeś mnie podczas naszego ostatniego spotkania - powiedziałam smutno.
- Melanie, wiem to. Wiem to doskonale. Ale ty nie wiesz o wszystkim.... - powiedział błagalnie.
- Dobrze, tylko zadzwonię i przełożę spotkanie - wyszeptałam cicho i odeszłam aby zadzwonić do Reusa. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer do Marco. Odebrał po kilku sygnałach.
- Halo ? Melanie ? - spytał.
- Tak to ja. Marco, dzwonię ponieważ nie mogę się z tobą dzisiaj wypadło.... - powiedziałam.
- Rozumiem - powiedział smutno - to może następnym razem - zaproponował.
- Jasne, jeśli tylko będziesz chciał - uśmiechnęłam się do słuchawki.
- Jasne, że będę - powiedział ucieszony.
- To do zobaczenia - rozłączyłam się. Włożyłam telefon do kieszeni kurtki i spojrzałam w stronę chłopaka, który na mnie czekał. Obserwował mnie, patrzył się na mnie tym swoim smutnym wzrokiem. Nienawidziłam go, zawsze potrafił nim uzyskać wszystko. Nigdy mu nie odmówiłam. I chodź wiedziałam, że to jest niemożliwe, gdzieś w głębi serca nadal go kochałam...




 " W życiu każdego z nas pojawia się taka osoba, o której nie jesteśmy w stanie zapomnieć pomimo długiego czasu jej nieobecności " 






 Perspektywa Marco 


Ale ja jestem głupi ! Dlaczego tak łatwo się poddaje ? Dlaczego nie umiem walczyć o swoje ? Dlaczego nie powiem jej tego co do niej czuje ? Jestem cholernym tchórzem, który boi się swoich własnych uczuć. Nie umiem sobie z nimi poradzić. Kocham ją, tak kocham. Ale boje się tego. Boje się, że gdy jej to powiem ona mnie wyśmieje. Boje się też tego, że nawet gdy będzie odwzajemniała moje uczucia to kiedyś mnie skrzywdzi... Nie wiem czy umiałbym po raz kolejny się podnieść po upadku, obawiam się, że nie. Chyba jednak w moim przypadku najłatwiej będzie gdy o niej zapomnę. Już nigdy się z nią nie spotkam. Już nigdy nie ujrzę twarzy i nie usłyszę głosu Melanie Heineman, która tak bardzo zawróciła mi w mojej głowie i doprowadziła do szaleństwa. Nigdy, nigdy, nigdy.... Wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Z jednej strony chciał być sam, jednak z drugiej potrzebował kogoś z kim mógłby porozmawiać. Chciał porozmawiać z swoim przyjacielem Mario, ale niestety on nie odbierał. Została mu jeszcze jedna deska ratunku, osoba która go wysłucha i nie będzie pytała o szczegóły. Kuba, Kuba Błaszczykowski....



 Perspektywa Melanie 


Była tu... Była w jego mieszkaniu. Doskonale pamiętała to miejsce. Spędziła tutaj wiele wspaniałych chwil, jak i tą najgorszą. To tu z nią zerwał, to tu wyjawił jej brutalną prawdę. To właśnie w tym mieszkaniu uświadomiła sobie, że nie wystarczała chłopakowi, którego kochała ponad życie. Łzy mimowolnie pojawiły się na jej twarzy.
- Melanie, płaczesz ? - spytał chłopak, który właśnie wszedł do salonu z gorącymi kubkami napoju.
- Nie, o czym chciałeś ze mną porozmawiać ? - zmieniłam temat.
- Mel, proszę tylko wysłuchaj mnie do końca. Tamtego dnia, gdy wróciłem do domu pijany coś się stało. Stało się coś co bardzo mną wstrząsnęło, zmieniło moje życie. Pojechałem z wizytą do rodziców. Wszystko zapowiadało się normalnie, jednak do czasu. Oni powiedzieli mi, że nie są moimi rodzicami, że zostałem adoptowany. Załamałem się. Ludzie do których przez tyle lat mówiłem mamo i tato byli dla mnie zupełnie obcy. Poczułem się wtedy gorszy. Moi prawdziwi rodzice mnie nie chcieli, zostawili mnie jak jakiegoś psa. Melanie ja zrozumiałem, że chłopak, który jest adoptowany nie da ci szczęścia. Kochałem cię wtedy zbyt mocno, nie chciałem abyś cierpiała. Nie zdradziłem cię, to wszystko było kłamstwo. Chciałem, żebyś poznała kogoś bardziej odpowiedniego - powiedział cichym, zapłakanym głosem. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, byłam zaskoczona, ale także szczęśliwa.
- Mario...



Narracja trzecioosobowa


Nie wiedziała co ma zrobić, była zaskoczona. Słowa chłopaka wydały jej się absurdalne, ale mimo tego uwierzyła mu. Chciała mu wierzyć. Prze ten cały czas go kochała, chciała tego samego z jego strony. Chciała być wreszcie szczęśliwa, chciała zapomnieć o wszystkim w jego ramionach. Chciała znowu posmakować jego słodkich ust, pragnęła go. W tym momencie nie liczył się nikt inny. Ważny był tylko. Mario, miłość jej życia... - Mario, kocham Cię - wyszeptała mu na ucho. Chłopak był zdziwiony, nie wierzył, że usłyszał te słowa z jej ust. - Mel ja też cię kocham, nigdy nie przestałem - wtedy spojrzeli sobie głęboko w oczy. Byli blisko siebie, chłopak niepewnie musnął lekko jej usta. Ona tylko oddawała pocałunki zapominając o wszystkich krzywdach, które jej wyrządził. W tym momencie liczyło się tylko to, że mogła być szczęśliwa u jego boku. Konsekwentnie i przyszłość nie miały dla niej znaczenia. Żyła tą chwilą. Pozwoliła, aby chłopak rozpinał jej guziki u koszuli. Ostatnie co pamiętała przed zaśnięciem to jego słowa wyszeptane po gorącej nocy: Kocham cię Melanie.





Wiem, zaskoczyłam was.
Kto chcę więcej, daje komentarz/

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 6


Czytacie ? Jeśli tak to proszę o pozostawienie po sobie jakiegoś śladu
Next 14 komentarzy
Zapraszam na mój nowy blog: http://zapomnij-na-zawsze.blogspot.com/







" Potrzebuję Ciebie
Nie wspomnień o Tobie "




Narracja 3 osobowa 

Jasne promienie słoneczne przedarły się przez żaluzje do sypialni. Światło zaczęło razić oczy śpiącego chłopaka, który po chwili z trudem je otworzył. Rozejrzał się po dużym pokoju, był całkiem sam. Podniósł się z łóżka i podszedł do okna, gdzie następnie odsłonił rolety. Dortmund, który widział ze swojego okna jakby zamarł. Ulice, które zawsze są zapełnione ludźmi, opustoszały. Chłopak przeczesał dłonią swoje jasne i jeszcze nieułożone włosy. Zaśmiał się. Jego życie się waliło, a on sam, nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Najlepszy przyjaciel ciągle wplątywał się w kłopoty. Prawie każdy dzień był dla niego dobry na jak to on mówi " zabawę z panienkami ". A on, zamiast przestać się z nim przyjaźnić, ciągle próbuje postawić go na nogi. Na razie nie udolnie, ale już dawno postanowił, że nigdy nie zostawiłby go na lodzie. Mario, jego przyjaciel nigdy go nie olał, zawsze go wysłuchał, doradził.... Jest jeszcze ona, dziewczyna która zawróciła mu w głowie, Melanie... To przeklęta narkomanka, z którą zupełnie nie powinien rozmawiać. Gdyby media dowiedziały by się, kim tak naprawdę jest ta dziewczyna byłby skończony. Jednak on cały czas o niej myśli, pragnie aby przebywała w jego towarzystwie, chce jej pomóc. Chce, aby już nigdy nie wróciła do nałogu, żeby była normalna, szczęśliwa. Zależy mu na niej ! Czy aby się nie zakochał ? Nie to niemożliwe, on nie dopuszczał do siebie tej myśli. Bał się tego, bał się że czuje do niej coś więcej. Nie chciał, aby ta dziewczyna zrobiła to co pozostałe, nie chciał aby go skrzywdziła. Blondyn wszedł do garderoby. Nałożył dres, koszulkę i bluzę. Do ręki wziął jeszcze adidasy, które włożył w korytarzu i wyszedł z domu. Postanowił zrobić w końcu coś co naprawdę lubił, coś dla siebie, chciał chodź na chwilę zapomnieć o otaczającym świecie. Postanowił trochę pobiegać, poprawić swoją kondycję. Włączył jeszcze muzykę, która docierała do jego uszu przez słuchawki. Zaczął biec. Po jakimś czasie gdy był już zmęczony, czuł że wreszcie żyje. Czuł się jak zwykły nastolatek, którego największym problemem było czy nauczyć się na sprawdzian z fizyki czy iść z kolegami do kina. Gdy był już naprawdę zmęczony usiadł na ławce. Zawsze był niezdecydowanym człowiekiem, nigdy nie wiedział czego tak naprawdę chce. Zawsze każda decyzja była podejmowana po kilkugodzinnym rozmyślaniu. Postanowił to zmienić, chciał sam zaskoczyć siebie. Zrobił to już gdy postanowił szukać dziewczyny przypadkowo spotkanej w burdelu. Ale ona, jej wyraz twarzy, oczy przepełnione smutkiem zmusiły go do tego, aby jej pomógł. Wyjął telefon z kieszeni spodni. Odblokował i zaczął czegoś szukać. Po chwili już znalazł, jej numer... Postanowił zadzwonić. Odebrała po kilku sygnałach.
- Halo ? - spytała niepewnie, na pewno nie miała zapisanego jego numeru.
- Cześć Melanie, tutaj Marco - powiedział.
- A Marco największy bohater ludzkości - zaśmiała się.
- Tak to ja - potwierdziłem
- Słuchaj Mel, nie miałabyś może ochoty na spotkanie ? - spytał.
- No nie wiem, a co znowu chcesz mnie ratować ?
- A jeśli nawet chce, to czy jest w tym coś złego ? - W twoim przekonaniu nie, a w moim tak. Nie naprawisz mnie Marco, jestem jaka jestem i się nie zmienię - powiedziała cicho do słuchawki.
- Nie chcę cię zmieniać, chcę abyś nie wróciła do nałogu - wyjaśniał. - Halo, jestem czysta od 3 tygodni !
- Tak wiem, ale zależy mi na tobie Mel - krępująca cisza trwała, a on sam sie wiedział dlaczego to powiedział.
- To jak, spotkasz się ze mną ? - spytał.
- Jeśli obiecasz, że będziesz traktować mnie jak zwykłą dziewczynę bez mrocznej przeszłości, to tak.
- Obiecuję.
- To o 14.30 pod SIP - powiedziała i się rozłączyła. Cieszył się, był szczęśliwy, że się zgodziła. Sam tak naprawdę nie wiedział dlaczego tak jest. Nie wiedział dlaczego żywi do niej takie uczucia. Ale wiedział jedno, ta dziewczyna nie jest mu w żadnym stopniu obojętna. Perspektywa Melanie. Budząc się z samego rana nie zdawałam sobie sprawy z tego jak dzisiejszy dzień się ułoży. Miał być smętny, miałam go spędzić całkiem sama. Ale potem ten telefon... Początkowo nie wiedziałam kto dzwoni, ale potem gdy usłyszałam jego głos, zrobiło mi się cieplej, cieplej na sercu. Ten chłopak mimo, że tego nie okazywałam, był dla mnie bardzo ważny. To on stał się moją motywacją, to dla niego nie biorę, dla niego postanowiłam każdego dnia walczyć ze śmiercią. Był dla mnie ważny i nawet nie zdawał sobie sprawy. Nie zdawał sobie sprawy z tego ile dla mnie zrobił. Pomógł mi, kazał uciekać. Włożył wiele wysiłku, aby mnie znaleźć. O co mu tak naprawdę chodziło ? Mam nadzieję, że nie jest taki sam jak ten, który tak cholernie mnie skrzywdził. Tak naprawdę sama nie wiem dlaczego się zgodziłam na to spotkanie, to był odruch. Będąc z Marco zapominałam o wszystkich problemach, zapominałam kim tak naprawdę jestem. Z niecierpliwością czekałam na kolejne spotkanie, nie zdając sobie nawet sprawy z tego co wydarzy się wcześniej....


Perspektywa Marco 



Godziny do naszego spotkania dłużyły się niemiłosiernie. Już chciałem tam być, zobaczyć ją, porozmawiać. Gdy wróciłem do domu po porannym biegu Mario jeszcze spał, na pewno będzie miał wielkiego kaca.

RETROSPEKCJA

Będąc w swojej sypialni usłyszałem, że mój przyjaciel właśnie się obudził. Postanowiłem do niego pójść, po raz setny przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Nie chcę zachowywać się jak ojciec, który uświadamia swojemu dziecku co jest dobre, a co złe. Ja po prostu bardzo się o niego martwię. Jest moim najlepszym przyjacielem. Osobą, której mogę powiedzieć wszystko, a ta następnie mi doradzi, pomoże. Mario jest zawsze dla mnie oparciem w najtrudniejszych chwilach. Ja też muszę być dla niego kimś takim. Muszę mu pomóc zanim stoczy się ostategnie. Wszedłem do jego pokoju, ale wcześniej poszedłem jeszcze do kuchni po butelkę z wodą. Mój przyjaciel ledwo żył, usiadłem na łóżku.
- Proszę - podałem mu napój.
- Dzięki - powiedział słabym głosem.
- Mario, musimy porozmawiać. Wiem, że dla ciebie to tylko takie pieprzenie, ale ja naprawdę chcę abyś był szczęśliwy, a wiem, że teraz nie jesteś. Może masz jakiś problem, o którym nie wiem. Więc pamiętaj, mi możesz wszystko powiedzieć. Pomogę ci, nigdy się od ciebie nie odwrócę. Wiem, że picie i imprezowanie wydaje ci się łatwiejszym sposobem na chwilowe zapomnienie o problemach, ale to nie prawda. Nie możemy uciekać przed naszymi problemami, nie możemy być tchórzami. Musimy walczyć, musimy stawać się coraz silniejszymi - powiedziałem i popatrzyłem na niego.
- Chcesz wiedzieć jaki mam problem ?! To proszę. Dwa lata temu dowiedziałem się, że jestem adoptowany, że ludzie do których przez tyle lat mówiłem mamo i tato są mi zupełnie obcy. Byłem w domu dziecka, bo moja prawdziwa rodzina mnie oddała jak psa, nie chciała mnie ! A wiesz co jest jeszcze większym problemem ?! Dwa lata temu miałem dziewczynę, kochałem ją jak cholera. Była dla mnie wszystkim. Ale wiedziałem, że nie będzie ze mną szczęśliwa przez to kim tak naprawdę jestem. Upiłem się w dzień naszego spotkanie, czekała na mnie godzinami w moim mieszkaniu, nie odeszła... Ale wiedziałem, że nie dam jej szczęścia. Skrzywdziłem ją, nie chciałem. Byłem pijany, powiedziałem, że ją zdradziłem. To nie była prawda ! Znienawidziła mnie ! A ja ją wciąż tak cholernie kocham. Chodzę na dziwki, bo chcę o niej zapomnieć, ale nie umiem - wykrzyczał. Teraz płakał. Było mi go tak cholernie żal. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że mój przyjaciel aż tyle przeszedł.
- Mario to, że jesteś adoptowany nie oznacza, że nikt cię nie kocha, że nie masz nikogo. Nie widzisz jak bardzo twoja nowa rodzina cię kocha ? Nie widzisz, że jesteś oczkiem w głowie swojej mamy ? To, że cię nie urodziła nie oznacza, że nie jest twoją matką. Ona cię wychowała, kochała przez te wszystkie lata. To jest twoja prawdziwa matka, nie ta która cię urodziła. Musisz to zrozumieć, jesteś szczęściarzem. Nie możesz uważać, że jeśli cię adoptowali to jesteś gorszy. Bo to nie jest prawdą. Jesteś świetnym piłkarzem, najlepszym przyjacielem... Mario jeśli ta dziewczyna nie jest ci obojętna to walcz, wytłumacz...
- Chciałbym, ale nie widziałem jej ani razu od naszego ostatniego spotkania...

KONIEC RETROSPEKCJI 

 Jest mi tak cholernie żal mojego przyjaciela. Teraz już rozumiem w czym tkwi problem. Mario niedawno wrócił do domu, a ja właśnie wychodziłem na spotkanie z Mel


Perspektywa Melanie 

Jechałam metrem na umówione spotkanie, już nie mogłam się doczekać. Podziemny pociąg się zatrzymał, a drzwi otworzyły. Wysiadłam z niego. Niestety na kogoś wpadłam...

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 5

Czyta ktoś jeszcze ? Jeśli tak to komentujemy. Next 14 komentarzy !


Podniosłem swe palce i zobaczyłem...
Zobaczyłem to co chciałem zobaczyć. Ujrzałem liczbę. Teraz już się nie zawahałem się ani chwili, musiałem do niej pojechać i tak też zrobiłem. Byłem już na tym osiedlu, teraz zostało mi już tylko znaleźć numer 11 ( Melanie i Lis mieszkały na osiedlu z domkami jednorodzinnymi ). W końcu zauważyłem tę upragnioną liczbę. Był to ładny dom z małym zadbanym ogródkiem. Zadzwoniłem do drzwi, poczekałem chwilę, jednak nikt mi nie otworzył. Nikogo nie było w środku, ja nie miałem zamiaru rezygnować, choć bym miał tutaj czekać aż do rana.

***

Wracałam właśnie do domu z zakupów, miałam zostać dzisiaj sama. Lisa wybierała się do swojego chłopaka Mata i raczej nieprędko wróci. Gdy już w oddali dostrzegłam nasz dom obok zauważyłam jakiegoś mężczyznę tuż przy wejściu. Początkowo przestraszyłam się nie na żarty, jeśli to jakiś złodziej albo zboczeniec ? Musiałam jednak tam iść, musiałam się jakoś dostać do domu. Gdy już byłam blisko doskonale przyjrzałam się twarzy chłopaka. Widziałam go już wcześniej. To on, Marco Reus. Ale co on robi przed moim domem ? Skąd on zna mój adres ?
- Co tutaj robisz ? - spytałam gdy już byłam pod furtką.
- Melanie, ja chciałem z tobą porozmawiać, proszę.
- Nie znam cię i ty chcesz, żebym wpuściła cię do środka ? 
- Nie jestem żadnym złodziejem, ani gwałcicielem - bronił się.
- I ja mam ci niby zaufać ?
- Już raz to zrobiła - przypomniał mi.
- A skąd wiesz, że chcesz to zrobić po raz drugi ?
- Nie wiem tego, ale obiecałem sobie, że jeśli wypadnie liczba to będę tutaj stał tyle aż mnie wpuścisz do środka.
- I uważasz, że mam cię wpuścić bo tak powiedziała ci moneta ?
- Nie, zrobisz jak uważasz.
- No dobra, wejdź - zaprosiłam go do środka chodź sama nawet nie wiedziałam dlaczego. Gdy byliśmy już w środku zaprowadziłam chłopaka do salonu.
- Napijesz się czegoś ?
- Może być jakiś sok.
- Ok, zaraz przyniosę..
W kuchni znalazłam sok pomarańczowy. Z szafki wyjęłam dwie szklanki. Wróciłam z tym wszystkim do pokoju i zobaczyłam, że Marco ogląda zdjęcia wiszące w salonie.
- Wiesz, może zamiast siedzieć tutaj pójdziemy do mojego pokoju, zbytnio nie lubię tutaj przebywać.
- Ok, nie ma sprawy - uśmiechnął się chłopak i pomógł mi w przenoszeniu rzeczy. Gdy dotarliśmy do mojego pokoju
 Gdy dotarliśmy do pomieszczenia, odłożyliśmy wszystkie rzeczy na stolik i usiedliśmy na łóżku. To znaczy on usiadł, bo ja się położyłam.
- Więc, o czym chciałeś ze mną porozmawiać ?
- Chciałem cię poznać.
- Więc może najpierw ty opowiesz mi coś o sobie - zaproponowałam.
- Dobrze. Tak więc, nazywam się Marco Reus, urodziłem się tutaj w Dortmundzie. Mam 24 lata. Przeniosłem się do BVB z drugiej Borussi, i to chyba tyle.
 - Daj spokój Marco, powiedz dlaczego chcesz mi pomóc.
- Moja siostra tak jak ty brała narkotyki. Początkowo była to niewielka ilość, jednak potem..... Uzależniła się. Każdego dnia brała coraz więcej, aż któregoś dnia ją znalazłem. Już nie żyła, umarła przez to gówno.
- Ale dlaczego ty chcesz pomóc mi ? Może to twoje hobby, ratowanie narkomanów ?
- Nie, po prostu gdy cię wtedy zobaczyłem zrozumiałem, że zaczęłaś brać b ktoś cię bardzo skrzywdził Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Miałam wrażenie, że ten chłopak zna moje myśli, jakby wiedział o mnie wszystko. Zaczęłam pić mojego drinka.
- Może ja teraz powiem coś o sobie. Nazywam się Melanie Heinemann, mam 21 lat. Urodziłam się i wychowałam tu, w Dortmundzie. Jestem narkomanką, chodź od odwyku nic nie wzięłam
- Myślisz, że możemy zostać przyjaciółmi ? - spytał blondyn po długiej ciszy.
- Może kiedyś, jak na razie nie mam zaufania do facetów - westchnęłam.
- Pewnie jakiś dureń cię skrzywdził.
- Yhymm....
- Znam to - przyznał.
- Nie wierzę, ktoś, a raczej jakaś dziewczyna skrzywdziła słynnego Marco Reusa ?
- Tak, gdyby to tylko jedna.... Każda dziewczyna z którą się spotykałem miała tylko na uwadze moją kasę.
- Wiesz Marco dziękuje ci. Rozmowa z tobą bardzo mi pomogła.
- Mi również, nigdy nie spotkałem kogoś kto cierpiałby w taki sam sposób jak ja. Przepraszam, muszę odebrać - powiedział gdy zadzwoniła jego komórka.




Nie no czego on znowu ode mnie chce ? No, ale to mój przyjaciel, odebrałem.
- Halo ? - spytałem.
- Halo ? Marco, na reszcie odebrałeś - westchnął Mario.
- Czego chcesz ?
- Przyjedziesz po mnie ? Trochę wypiłem, a kasy na taksówkę nie mam, bo to co miałem w portfelu wydałem na zabawę z dziewczynami. Jestem w tym klubie co zawsze.
- Dobra, zaraz będę.
- Dzięki przyjacielu.
- Przepraszam cię Melanie, ale muszę ratować przyjaciela - westchnąłem.
- A nie mówiłam, że ratowanie ludzi to twoje hobby - oboje się zaśmieliśmy.
- Melanie, dasz mi swój numer ?
- Jasne, daj komórkę to ci wpiszę.
- No to do zobaczenia - pożegnałem się
- Do może zobaczenia - uśmiechnęła się i zamknęła drzwi kiedy chciałem coś powiedzieć. Wsiadłem w samochód i pojechałem po Götze. Oczywiście musiałem go siłą zaciągnąć do samochodu
- Mówię ci Marco, to jest wspaniałe - bełkotał gdy posadziłem go na fotelu pasażera.
- Co jest takie wspaniałe ? - spytałem.
- Wyobraź sobie, jesteś tylko ty jeden, a wokół ciebie cztery panienki. Dogadzają ci w najróżniejsze sposoby. Stary, powinieneś spróbować, jest bombowo !
- Ty lepiej stary uważaj, żeby one zaraz nie przyszły oznajmić ci, że zostaniesz ojcem.
- Oj Marco co ty taki sztywny, powinieneś się zabawić, zaszaleć.
- Mario, a kiedy wreszcie do ciebie dotrze, że ja nie jestem tobą i swój wolny czas spędzam inaczej niż ty ? On już nic nie odpowiedział. Gdy dojechaliśmy pod mój dom pomogłem mu wejść do pokoju gościnnego, gdzie się położył. Ja zaś poszedłem do mojej sypialni. Usiadłem na szerokim parapecie. Była widać cały Dortmund. Siedziałem tak i zastanawiałem się nad własnym życiem.

sobota, 12 października 2013

Zawaliłam....

Wiem, zawaliłam.
Przez ostatni miesiąc nie dodałam nawet jednego rozdziału, za co bardzo was przepraszam.
Postaram się coś dodać w następnym tygodniu.
Jeszcze raz przepraszam.

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 4 " Nic o mnie nie wiesz "

Autorka traci wenę i chęć do pisania. Pod ostatnim postem były tylko 4 komentarze, nie powiem, trochę mnie to zasmuciło. Następny rozdział 10 komentarzy, nie będę pisała dla samej siebie.

Czy to możliwe, czy to ona ?
- Przepraszam - powiedziała nieśmiało. Już chciała odejść ale złapałem ją za ramię.
- Boże to ty - powiedziałem.
- Nie, to chyba jakaś pomyłka - odeszła.

***

 Uciekłam stamtąd, sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że ten Marco zna moją tajemnicę.
- Zaczekaj - krzyknął ktoś.
Odwróciłam się i go ujrzałam. Blondyna z rozczochraną fryzurą i pięknymi oczami. Nie wiem dlaczego ale się zatrzymałam, moje nogi odmówiły posłuszeństwa.
- Czego ode mnie chcesz - spytałam gdy ten był już obok.
- Chcę z tobą porozmawiać.
- Ale ja cię nie znam, nie mamy o czym ze sobą rozmawiać - już chciałam odchodzić ale słowa, które wypowiedział po chwili mnie zatrzymały.
- Wtedy się otworzyłaś, powierzyłaś mi swój największy sekret....
- I co, nie brzydzisz się mnie ? Jestem przecież tylko obrzydliwą narkomanką, która zrobi wszystko by kupić sobie działkę ! - wykrzyczałam wybuchając strumieniem łez.
- Tak to prawda, ale gdzieś w głębi jesteś wrażliwą dziewczyną, która potrzebuje pomocy.
- Prawda jest taka, że nic o mnie nie wiesz !
- A co mylę się ? Nie taka jest prawda, a ty boisz się do tego przyznać.
- Ta rozmowa nie ma sensu, cześć.
- Powiedz mi tylko jak się nazywasz.
- Melanie - powiedziałam i pobiegłam wprost przed siebie.

 *** 

Ona, ta dziewczyna... Melanie. Nie wiem co się ze mną dzieję, nie mogę przestać o niej myśleć. Nie mogę, ale chyba bardziej nie chcę o niej zapomnieć. Wolę w głębi duszy mieć jeszcze nadzieję, że ją kiedyś spotkam, że jej pomogę.
- Myśl Reus, jak możesz jej pomóc, jak możesz ją odnaleźć - tak trapiłem się przez cały tydzień od naszego ostatniego spotkania. 
***
 Drogi Pamiętniku ! 
Nie wiem co mam powiedzieć, ostatnio dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Jednak dziwne dla mnie oznaczają całkowicie normalne dla zwykłych ludzi. Ten chłopak, Marco Reus.... On mnie zmienił, miał rację. Pod powłoką zimnej narkomanki istnieje zupełnie inna dziewczyna. Taka, która jest wrażliwa i chce być przez kogoś kochana. Taka naprawdę jest Melanie Hainemann, a przynajmniej była kiedyś. Nie chcę całkowicie włączać swoich emocji, boje się że ktoś może je wykorzystać przeciw mnie.

 ***

 Wreszcie mam pomysł, pomysł który może doprowadzić mnie do Melanie. Muszę pojechać do
wszystkich ośrodków odwykowych w okolicach Dortmundu, tylko tam mogę się czegoś dowiedzieć. Z samego rana wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i wsiadłem w samochód. Zamierzałem sprawdzić każdy ośrodek. Kilka godzin później Byłem już w trzecim ośrodku i nic. Ani jednej wiadomości od Melanie. Jednak mam jeszcze nadzieję, zastał mi jeszcze jeden zakład. Właśnie wjechałem na parking. - Proszę, żeby to właśnie tutaj przebywała ta dziewczyna - pomyślałem.
Wszedłem do tego budynku, zobaczyłem, że przy jednym ze stolików siedzi młoda dziewczyna z plakietką, na której widniał napis " Suzane " Podszedłem do niej i się uśmiechnąłem.
- Przepraszam czy mogę rozmawiać z dyrektorem bądź kierownikiem tego ośrodka ? - spytałem uprzejmie.
- Oczywiście, proszę za mną - dziewczyna zaprowadziła mnie do ciasnego korytarza.
- Pierwsze drzwi po lewo - powiedziała i odeszła. Podszedłem do drzwi z napisem " Herr Richter " i lekko zastukałem. Gdy usłyszałem donośne proszę wszedłem do środka. Za mahoniowym biurkiem w ponurym gabinecie siedział otyły mężczyzna w podeszłym wielu z wygoloną głową i worami pod oczami. Szczerze, nie wywołał u mnie pozytywnego wrażenia, wręcz przeciwnie.
- Dzień dobry - powiedziałem bez wyrazu.
- Dzień dobry, co pana tutaj sprowadza ?
- Chciałbym się dowiedzieć czy w ostatnich tygodniach ten ośrodek opuściła pani Melanie.
- Oh Melanie, bardzo trudny przypadek.
- Czy mógłby pan podać mi jej adres ?
- Zależy ile jest pan w stanie za niego dać - powiedział przebiegle. Wtedy mnie zatkało, czy ten facet chciał wyłudzić ode mnie pieniądze !?
- Niech pan nie będzie taki zszokowany, wiem kim pan jest, ile pan zarabia.
- 200 euro - powiedziałem
- 200 euro ? - zaśmiał się - Tyle jest wart adres twojej ukochanej ?
- 400 euro.
- No wie pan ja myślałem o jakiś 800 euro.
- Masz i dawaj te informacje - rzuciłem mu pieniądze na stół. Gdy tylko je przeliczył wyjął jakąś teczkę z ogromnego stosu.
- A więc tak Melanie Haineman, zamieszkała w Dortmundzie ( tutaj podał adres ). To wszystko, żegnam.
Wyszedłem z tego gabinetu trzaskając drzwiami. Musiałem się udać pod podany adres, to była sprawa życia i śmierci. Wsiadłem w mój samochód i włączyłem silnik. Zacząłem rozmyślać, czy to wszystko ma jakikolwiek sens ? Ona powiedziała, że nie chcę ze mną rozmawiać. Tak naprawdę nie wiem co ciągnie mnie do tej dziewczyny, zależy mi na tym aby za wszelką cenę pomóc jej wyjść z nałogu. Już wiem, mam pomysł. Wyciągnąłem z kieszeni monetę.Jeśli wypadnie liczba pojadę tam i będę czekał tyle aż w końcu mi otworzy. A jeśli będzie znak zapomnę o niej raz na zawsze, już nigdy nawet nie pomyślę. Podrzuciłem monetę do góry, złapałem i umieściłem na mojej dłoni, zakryłem palcami drugiej ręki. Bałem się tego co wypadnie. Podniosłem swe palce i zobaczyłem.....

Kolejny w wasze ręce, tak jak powiedziałam wcześniej następny pojawi się dopiero gdy będzie 10 komentarzy. 
Pozdrawiam :*
 

czwartek, 5 września 2013

informacja

Bardzo was przepraszam ale dzisiaj nie dodam rozdziału czwartego pod tutułem " Nic o mnie nie wiesz ". Jak wiecie zaczęła się szkoła, późno wróciłam dzisiaj do domu. Mam jeszcze angielski i taniec więc nie dam rady dzisiaj nic już dodać. Spodziewajcie się rozdziału w weekend. Jeśli kogoś zawiodłam bardzo przepraszam

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 3 " Cytryna i imbir"

Dni mijały, a ja nie mogłem o niej zapomnieć. O długowłosej brunetce o czekoladowych oczach, karminowych wargach i bladej skórze. Cały czas siedziała w mojej głowie i chodź za wszelką cenę chciałem ją  stamtąd wyrzucić myśli o niej wracały z podwojoną siłą. Nie znam jej imienia, wiem tylko że jest narkomanką, która zrobi wszystko by zażyć narkotyki. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, jej zapach.... Jej perfumy miały piękny zapach, to była mieszanka cytryny i imbiru. Więc wychodzi na to, że o dziewczynie, o której myślę 24 godziny na dobę wiem tylko te kilka rzeczy.

***

 Kolejny nudny, monotonny dzień. Kolejna chęć skończenia ze wszystkim, na zawsze. Kolejna silna chęć zażycia narkotyku. Ale nie mogę, obiecałam mu. Obiecałam temu tajemniczemu blondynowi, chodź go nie znam i mogę go już nigdy nie zobaczyć spróbuję dotrzymać tajemnicy. Dlaczego ? Sama nie wiem, ja po prostu mu zaufałam, opowiedziałam całą historię, byłam szczera. Zacznę żyć dla niego, a przynajmniej spróbuję.

 ***

 Nie jest tak łatwo jak myślałam, nie potrafię teraz wstać i wyjść do ludzi. Nie potrafię z dnia na dzień zacząć wszystko od początku. To jest za trudne, a ja jestem za słaba. Niedawno w szafie znalazłam mój stary pamiętnik, gdy pisałam te wszystkie notki byłam tak bardzo szczęśliwa, zadowolona z życia. A teraz ? Teraz jestem masochistką, zadawanie sobie bólu za pomocą żyletki to dla mnie zwykła codzienność. Ten ostry przedmiot stał się dla mnie przyjaciółką. W domu nikogo nie było, moja siostra zapewne poszła do pracy, z zawodu jest fotografem. Poszłam trochę pooglądać telewizję. Latałam po kanałach, zatrzymałam się dopiero na programie sportowym. Akurat była powtórka meczu, w którym grała moja ukochana Borussia Dortmund. Zawsze moja rodzina wykupywała bilety na mecze, byliśmy wiernymi kibicami. Nagle wpadłam na genialny pomysł. Wzięłam laptopa na kolana i weszłam na główną stronę BVB. Następny mecz miał się odbyć za dwa dni. Na moje szczęście było jeszcze kilka biletów. Kupiłam dwa, dla mnie i Lisy. Może właśnie to pomoże mi wrócić do normalności.

*** 

Już za swa dni mecz z schalke, z jednej strony nie mogę się doczekać, ale teraz ciągle jestem rozkojarzony na treningach. Zdziwiłem się gdy trener wystawił mnie w podstawowej jedenastce. Mam nadzieję, że podczas tego meczu nic mnie nie rozproszy, że ani razu nie pomyślę o brunetce, która śni mi się każdej nocy.

***

2 dni później To już dzisiaj, ligowy mecz, w którym BVB zagra o punkty z odwiecznym rywalem - Schalke. Już od samego rana chodzę podekscytowana, nie mogę doczekać się tego starcia. Gdy wzięłam już letni orzeźwiającej prysznic ubrałam się w klubową koszulkę i czarne rurki. Zaczęłam przeglądać czas aż do 16.30. Zaczęłyśmy się wraz z Lisą malować na mecz. Na koniec założyłyśmy jeszcze szaliki i ruszyłyśmy na Signal iduna Park.

***

 Mario i Robert zajechali po mnie, zawsze razem jeździliśmy na stadion przed meczem. To mnie trochę odpręża, rozmawialiśmy wtedy o wszystkim.
- Co tam u Ani Robert ? - spytałem.
- Dobrze, tylko teraz ciągle jej nie ma w domu bo do zawodów się ciągle przygotowuje.
- No cóż takie życie sportowca - westchnąłem.
- Tak wiem o tym dobrze, ale wiesz ja bym chciał zrobić kolejny krok w naszym związku. Wiesz powiększyć rodzinę - rozmarzył się.
- Oj tam Lewy po co ci dzieci ? One tylko jedzą, płaczą i śpią. - wtrącił się Mario.
- A ty Mario jesteś jeszcze taki niedojrzały. Nie myślisz o żadnej dziewczynie na poważnie, nie chcesz zakładać rodziny...- oburzyłem się.
- Oj Marco, a po co mi rodzina, jeśli co chwilę mogę mieć nową laskę ?
 - Wiesz, może po to, że jak już zostaniesz stary, to ktoś się tobą zaopiekuję i nie będziesz sam ! - trochę podniosłem głos, naprawdę takie zachowanie mojego przyjaciela mocno mnie irytowało.
- Dobrze chłopaki nie kłóćcie się, każdy ma inne podejście do życia - wtrącił się Lewy. Podjechaliśmy na SIP i udaliśmy się do szatni, w której siedzieliśmy już wszyscy zawodnicy. Trochę z nimi pogadaliśmy jednak nie trwało to długo gdyż przyszedł do nas trener, aby zagrzać nas trochę do walki. Wyszliśmy na murawę, podaliśmy sobie dłonie z zawodnikami Schalke. Gdy kibice zaczęli śpiewać pieśń BVB na jednej z trybun dostrzegłem obraz, króry przedstawiał moją podobiznę. Nie ukrywam, zrobiło mi się ciepło na duchu. Wiem, że kibice są ze mną nawet w najtrudniejszych momentach.

*** 

Ta podobizna....Chłopak, którego ona przedstawiała wydawał mi się bardzo znajomy. Jakbym go już kiedyś spotkała, rozmawiała z nim.
- Lis, kim jest ten chłopak ?
- To Marco Reus, piłkarz BVB.
Pierwszy gwizdek arbitra i zaczyna się 90 minut spotkania pełnego emocji. Gdy mecz się skończył byłam bardzo dumna z 3:0. Zdobywcami bramek był Kuba, Lewy oraz ten cały Marco Reus.
 - Chodź, pójdziemy po autografy - zaproponowała moja siostra.
- Lisa, ale on tam będzie....
- Mel, nie przejmuj się. On już dla ciebie nic nie znaczy, pamiętaj.

*** 

Byłem zadowolony z dzisiejszego meczu. W szatni szybko się ogarnąłem i poszedłem rozdawać autografy. Gdy wychodziłem przed stadion wpadłem na kogoś. Cytryna i imbir, ciemne włosy, karminowe usta, czekoladowe oczy. Czy to możliwe, czy to ona ?

Kolejny w wasze ręce, mam nadzieję że się spodoba. Chcecie, żeby Melanie spotkała się z Marco ponownie ?
Pozdrawiam :*