piątek, 25 lipca 2014

21 " Czy jestem w niebie ? "

Perspektywa Melanie

Siedziałam obok szpitalnego łóżka i wpatrywałam się w śpiącego chłopaka. Moja dłoń spoczywała na jego dłoni, drugą zaś głaskałam jego policzek. Tak bardzo chciałabym, żeby się obudził. Tęskniłam za nim, a świadomość, że zrobił on to z mojej winy, wykańczała mnie. Każdego dnia przychodzę tutaj pełna nadziei, która opuszcza mnie gdy pielęgniarka, bądź Lena, która często tu zaglądam, każe wracać mi do domu. Niedawno przyszedł Nuri, jednak dzisiaj było bardzo mało mówmy. Zamieniliśmy ze sobą może z dwa zdania, co było do nas niepodobne.
- Hej, co się stało ? - spytałam gdy on tak wpatrywał się tempo w ekran telefonu.
- Nic się nie stało, Mel - uśmiechnął się krzywo, nieszczerze.
- Przecież widzę Şahin - spojrzałam na niego zatroskanym wzrokiem.
- No dobra... - chciał mówić, ale przerwało mu głośne pikanie, które wydała jednak z maszyn, do której był przypięty Mario.
Do sali natychmiast przybiegli lekarze i pielęgniarki, które wyprosiły nas z sali. Tak więc czekaliśmy w strachu i niepewności. Ja chodziłam nerwowo po korytarzu, zaś mój przyjaciel siedział załamany z twarzą schowaną w dłoniach. Zupełnie tak jakby spodziewał się najgorszego, jakby nie wierzył w mojego Mario. Po jakich 20 minutach z sali wyszedł lekarz i podszedł do nas.
- Pan Mario się wybudził, jego stan jest stabilny - uśmiechnął się, a mi kamień spadł z serca.
- Czy możemy go zobaczyć ? - spytałam.
- Tak, ale proszę pojedynczo, gdyż nie wolno przemęczać pacjenta - powiedział i udał się do swojego gabinetu.
Nuri kazał mi iść pierwszej, chyba wiedział, że bardzo mi na tym zależy. Gdy weszłam do sali piłkarz leżał nieruchomo i wpatrywał się gdzieś w sufit. Wolno podeszłam do łóżka i usiadłam obok na krześle. Chyba mnie usłyszał, bo spojrzał w moją stronę.
- Czy jestem w niebie ? - spytał niemalże szeptem.
- Dlaczego tak sądzisz ? - odszeptałam zszokowana jego pytaniem.
- Bo jesteś aniołem, wyglądasz zupełnie jak ta dziewczyna, którą kochałem za życia - powiedział i znów wpatrywał się sufit. - Ona śniła mi się cały czas zanim umarłem, wiesz ? Byliśmy razem, byłem szczęśliwy jak nigdy...
- Mario, kochanie, ty żyjesz. Nie umarłeś, jestem tutaj z Tobą. To ja, Melanie... - powiedziałam, gdy po moich policzkach pociekły łzy.
- Ale przecież byłem na tej autostradzie, rozmawiałem z Tobą, żegnałem się, a potem było to uderzenie. Miałem umrzeć, miało się udać. Ja chciałem odejść ! - po jego policzku poczekła samotna łza.
- Przestań ! Przestań, słyszysz ?! Chciałeś odejść i co ? Zostawić mnie tak po prostu ? - spytałam.
- Przecież to ty zostawiłaś mnie - przypomniał mi.
- Nie jestem już z nim, nie jestem z Marco - wyszeptałam.
- Ale dlaczego ? - spytał zszokowany moją odpowiedzią.
- Tak po prostu, może mu się znudziłam - wyszeptałam - ale wiesz, to nie jest najgorsze - dotknęłam się do jeszcze płaskiego brzucha. - Jestem z nim w ciąży - wtedy juz się rozpłakałam.
- Chodź tu - poklepał miejsce obok siebie. Wstałam i usiadłam, a on wtulił mnie w swoje ramion. Siedzieliśmy tak w ciszy dopóki on jej nie przerwał.
- Pomogę Ci Melanie, oczywiście jeśli będziesz chciała. Jeśli Marco nie wróci. Będę to robił jako twój przyjaciel i jako przyjaciel Marco, dobrze ? Dobrze, Melanie ? - spytał mnie. Popatrzyłam w jego ciemne oczy i mimowolnie uśmiechnęła się.
- Dobrze - powiedziałam i wtuliłam się w niego najmocniej jak tylko mogłam...


***

Perspektywa Marco c.d.

- Reus, posłuchaj...Mario...on...- juz nie mogłem wytrzymać w tej niepewności i wybuchłem.
- Nuri no mów ! -krzyknąłem do słuchawki.
- Obudził się - te dwa słowa sprawiły, że wybuchła we mnie fala szczęścia. To nie koniec, jeszcze będę mógł z nim porozmawiać, przeprosić go.
- Co on teraz robi, jak się czyje ? - zacząłem zasypywać go pytaniami.
- Jego stan jest stabilny, jest teraz u niego Melanie - na dźwięk imienia mojej ukochanej wzdrygnąłem się.
- Nuri niedługo przylecę do Dortmundu, obiecuję - powiedziałem i rozpaczyłem się.
Musiałem jakoś działać, musiałem odzyskać dziewczynę i przyjaciela. Bez nich moje życie nie ma sensu. Najgorsze jest chyba to, że te dwie osoby razem się wykluczają. Nie wiem czy znajdę jakiś sposób na to by być szczęśliwym. To jest zbyt trudne. A ja w tej walce okazałem się za słaby.
Ale zobaczymy, zobaczymy co przyniesie jutro....



Aaaa.... przepraszam Was bardzo. Rozdział pojawił się tak późno i w dodatku jest straszliwie krótki.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Postaram się napisać następny dużo dłuższy jeśli tylko będę miała wenę.
Pozdrawiam Was gorąco.

Next = 12 komentarzy.

Zapraszam na nowego bloga: www.nikt-cie-nie-pokocha.blogspot.com

środa, 25 czerwca 2014

20 " Isco "

Zapraszam do zakładki bohaterowie


" Daje słowo, oddałbym wszystko by być dziś z Tobą "

Narracji 3-osobowa

I odszedł, zostawił ją samą. Tak bezbronną jak małe dziecko. Złamał jej serce chodź zrobił to nieumyślnie. Prawda jest taka, że w tym momencie cierpią oboje. On, który z lotu ptaka wpatruje się w znikający za oknem krajobraz Niemiec, nieświadomy tego, że kobieta jego życia próbowała utrzymać go przy sobie. Jest jeszcze i ona. Zapłakana dziewczyna stojąca na środku gmachu lotniska, ciągle patrząca w ten sam punkt. Tunel gdzie ostatnim razem mogła dostrzec swojego ukochanego. Ich serca ogarnął smutek spowodowany odejściem najważniejszej osoby w życiu. Gorzki żal, którego nie da się powstrzymać. Ból, bo przecież każdy wie, że bez siebie nie potrafią normalnie funkcjonować. Jedno jest dla drugiego życiodajnym tlenem, a przecież bez niego nie da się normalnie żyć. Oni już też nie mogą, ich dusze powoli umierają, pytanie tylko czy pojawi się ktoś, kto będzie umiał zatrzymać ten proces ?


Kilka dni później
Perspektywa Melanie

Moje życie stało się koszmarem. Złym snem, z którego nie mogę się wzbudzić. Moja codzienna życzywistość jest tak bardzo ponura. Pewnie gdyby nie moja kruszynka, którą noszę pod swoim sercem, stoczyłabym się na dno. Wróciła do narkotyków i alkoholu, ale ja się nie poddam. Mam dla kogo żyć, nie chce aby mojemu dziecku zabrakło czegokolwiek, wystarczy, że będzie się wychowywało bez ojca. Choć wydaje mi się, że Marco byłby świetnym rodzicem...


Retrospekcja

- Reus, zabije Cię - powiedziałam gdy wchodziliśmy schodami na wierzę Floriana.
- A co, wymiękasz już ? - zaśmiał się.
- A żebyś wiedział - powiedziałam zła.
- To już pani pomagam - wziął mnie na ręce, a ja wtuliłam się w jego silne ramiona. Postawił mnie gdy już byliśmy na samej górze.
- Boże Marco - odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam uśmiech na jego twarzy - Tu jest pięknie... Rozejrzałam się jeszcze kilkanaście razy i chłonęłam widoki Dortmundu nocą, coś niesamowitego. Poczułam jego ręce w mojej talii, usta na szyi.
- Kocham Cię Marco - szepnęłam odwracając się w jego stronę. Oczy blondyna były tak bardzo piękne, a jego ciepły wzrok był skierowany tylko i wyłącznie w moją stronę.
- Też Cię kocham Mel, nawet nie wiesz jak bardzo - pocałował mnie w czoło. Ten chłopak dawał mi bezpieczeństwo, tylko przy nim czułam się taka szczęśliwa. Każdy jego pocałunek, gest, spojrzenie to coś magicznego.
- Marco, co jest twoim największym marzeniem ? - spytałam po chwili ciszy błądząc opuszkami palcy po jego pięknej twarzy.
- Moim największym marzeniem jest to, że kiedyś w przyszłości gdy przyjdzie na to czas powiesz mi tak. Chciałbym, żebyś została panią Reus, a tutaj - rękoma zaczął gładzić mój płaski brzuch - miała początek Maya i Maks.
- Marco... Ty naprawdę tego chcesz ? - po moich policzkach pociekły łzy wzruszenia.
- Kochanie, nie płacz - kciukiem wywarł krople. - Oczywiście, że tego chcę. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Moje życie bez Ciebie byłoby nie do zniesienia - przerwał na chwilę i splutł nasze dłonie - A jak Ci się podobają imiona naszych dzieci ? - uśmiechnął się nieśmiało.
- Podobają mi się bardzo i pasują do mojego nazwiska.
- Kochanie, nasze dzieci będą nosiły nazwisko Reus - upomniał mnie.
- Niby dlaczego, przecież to ja je urodzę - powiedziałam z uśmiechem.
- Ale nie bez moich plemników - zaśmiałam się na to stwierdzenie i pocałowałam go w usta.- Niech ci będzie - w końcu mu uległam. Przez kilka następnych chwil wpatrywałam się w ulicę Dortmundu, który powoli budził się do życia.

Koniec Retrospekcji

Gdy przywołuje te wspomnienia w moje głowie budzi się smutek. Bo prawda jest taka, że to moja wina. Moje dziecko zostanie pozbawione jednego z rodziców przeze mnie.
-Marco, tak bardzo za Tobą tęsknię - pomyślałam.
- Kurwa Melanie, uspokój się ! Nie zachowuj się jak ofiara losu. Odszedł, trudno. Czasu nie cofniesz ! - powiedziałam cicho. Muszę się otrząsnąć bo wieczne rozmyślanie o Marco i tak nic nie da. Pogorszy tylko jeszcze gorzej sytuację.
Ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i przejrzałam się w dużym lustrze. Brzuszka jeszcze nie było widać, ale to dopiero początek drugiego miesiąca. Najważniejsze jest to, że maluch rozwija się prawidłowo. Zeszłam na dół by zjeść śniadanie, a potem wyszłam i udałam się w kierunku tutejszego stadiony, gdyż dostałam posadę, o której opowiadał Nuri. Ta praca bardzo mi się podobała. Piłkarze i inni pracownicy byli bardzo mili i szybko złapałam z nimi dobry kontakt. A dzisiaj w klubie mają nastąpić zmiany. Przybywa nowy zawodnik. Piłkarz Realu, który zgodził się na wypożyczenie do BVB. Isco. Zobaczymy jak potoczy się nasza współpraca. Mam nadzieję, że nie będzie źle, w końcu lepiej nie mieć wrogów.
Gdy weszłam do środka Iduny udałam się do mojego gabinetu. Był bardzo ładny, przestronny. Znajdowało się w nim duże biurko, dwa wygodne fotele wokół niego, szafy gdzie trzymałam karty chłopaków oraz bardzo wygodna kanapa. Chłopaki uznali, że w moim stanie nie mogę się przemęczać. Eh...czasem są nieznośni. Nikt oprócz Nuriego i Kloppa nie wie, że Marco jest ojcem mojego dziecka. Pewnie zaraz by go o tym powiadomili, a tego bym nie chciała. Gdy wykonywałam swoją pracę i uzupełniałam karty na mecz wyjazdowy, ktoś zapukał do drzwi. Krzyknęłam - Proszę - i moim oczom ukazał się Sahin, jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Hej - przywitał się siadając na fotelu.
- Hej - odpowiedziałam nie przestając pracować.
- Jak się dzisiaj czujesz ? - spytał i uśmiech mimowolnie zszedł z jego twarzy.
- Hmm... Niech pomyślę. Facet, którego kocham wyjechał, ja noszę teraz jego dziecko, a on nie ma o tym pojęcia. Ponadto Mario cały czas leży w śpiączce i nie wiadomo czy się wybudzi. Nie no, wszystko jest w porządku - zaśmiałam się ironicznie.
- Melanie, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. A teraz zapraszam Cię na trening, musisz poznać nowego gracza Borussii Dortmund - wyciągnął do mnie ręce i pomógł mi wstać. Następnie podał mi ramię i ruszyliśmy w kierunku murawy.
- Nuri nie musisz się o mnie tak troszczyć - przypomniałam.
- Muszę, uwierz. Bardzo Cię lubię Mel, jesteś świetną przyjaciółką, a poza tym obiecałem Marco, że będę przy tobie. Ale nie myśl sobie, że robię to tylko dla niego - mrugnął do mnie.
- Nuri jesteś kochany, nigdy nie uda mi się tobie odwdzięczyć...
- Mel, wystarczy, że jesteś - objął mnie przyjaźnie ramieniem. -Chociaż, nie powiem, raz na jakiś czas możesz się zaopiekować Ömerkiem - zaśmiał się.
- To oczywiście mogę robić, bo go uwielbiam.
- I vice versa - weszliśmy na murawę i wtedy zobaczyłam że wszyscy zawodnicy ustawili się w okręgu, a między nimi stał Jurgen i osobnik, którego nie znałam - Isco. Gdy trener nad zobaczył, szybko przywołał gestem dłoni.
- Francisco, to jest Melanie. Nasza ukochana pani psycholog - powiedział przyjaźnie trener. Spojrzałam na młodego piłkarza, który uśmiechał się do mnie uprzejmie. Zrobiłam kulka kroków w jego stronę.
- Melanie - podałam mu rękę, która chwycił i ucałował szarmancko.
-Francisco, ale może mówić mi Isco.
- Oczywiście, a teraz wybacz, ale obowiązki wzywają - powiedziałam i ruszyłam w kierunku ławki rezerwowych, aby pomówić z Kloppem.

Perspektywa Marco

Madryt - miasto, w którym miało odmienić się moje życie, odmienić na lepsze. Czy tak się stało ? Nie, czuje się tutaj fatalnie. Oczywiście poznałem kilku naprawdę fajnych chłopaków, ale nikt inny nie zastąpi mi moich Borussen i Melanie. Melanie, moja kochana Melanie. Tak bardzo za nią tęsknie. On jest moim życiem, nie umiem bez niej funkcjonować. Myślałem, że w Hiszpanii zapomnę o wszystkim, że poznam tu jakaś dziewczynę, ale nic z tego. Może tutejsze kobiety są i bardzo ładne, ale żadna nie przebije JEJ. Gdy kończyłem jeść śniadanie do moich drzwi zadzwonił dzwonek. Wstałem z krzesła i powędrowałem, aby zobaczyć kto to. Był to Sergio. To właśnie z nim nawiązałem tutaj najlepszy kontakt, naprawdę go polubiłem.
- Hej Marco - przywitał się uściskiem dłoni.
- Hej, wejdź - zaprosiłem go do środka, a następnie udaliśmy się do salonu. - Napijesz się czegoś ?- spytałem gdy usiadł na kanapie.
- Nie, dziękuję. W zasadzie wpadłem tylko na chwilę. Chciałem się spytać czy może nie masz ochoty pojechać ze mną i dzieciakami na spływ kajakowy. José cię uwielbia, a poza tym nie chce, żebyś spędził znowu cały weekend sam. Wiem, że cały czas myślisz o Mel, ale gdy siedzisz w domu zupełnie sam, jest jeszcze gorzej. Wiec jak, dasz się namówić ? - spytał.
- Brzmi fajnie, myślę że mógłby się z wami zabrać- uśmiechnąłem się.
- Może udałoby się jeszcze namówić Ronaldo, żeby wybrał się z Juniorem.
- Czyli widzę, że tylko ja bez dziecka - zauważyłem.
- Jeśli chcesz mogę ci sprzedać José - zaśmiał się.
W tym czasie zadzwonił mój telefon. Zgorzałem na wyświetlacz. Dzwonił Nuri.
- Przepraszam na chwilę - powiedziałem i odebrałem.
- Hej - przywitałem się.
- Marco, posłuchaj. Mario...on...c.d.n.

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 19 " Moje szczęście odeszło "

Jak dużo chwil mieści się w życiu ?
Jak dużo prób potrzebuje serce ?
Powiedz, poddasz się ?
Obawiasz się bólu ?
Ty wiesz czego ja nie wiem,
Ja wiem czym jest nadzieja.
Nie zapomnij, nie zapomnij, co nam zostanie...





Perspektywa Marco

Wiem, może i jestem egoistą. Może zawiodłem wszystkich. Ale ja muszę, muszę wyjechać bo inaczej nie poradzę sobie z własnym życiem... Wszystko w tym mieście przypomina mi o tej brunetce. Moje łóżko wciąż pachnie jej perfumami... A może to tylko ci się wydaje ? Może chciałbym, żeby tak było ? Jedno jednak wiem na pewno. Melanie Hainemann i ja nigdy nie będziemy razem. Za bardzo ją skrzywdziłem, zawiodłem, zraniłem. Ona już nigdy mi nie wybaczy, wszystko przekreśliło moje zachowanie w szpitalu. To właśnie tamtego dnia moje całe życie legło w gruzach, a ja do tej pory nie umiem sobie z tym poradzić. Ale może dzisiaj będzie juz lepiej. Wieczorem mam samolot do Madrytu. Swoją drogą klub szybko załatwił to wypożyczenie. Dowiedziałem się, że również nowemu nabytkowi BVB bardzo na tym zależało. Ciekawe co wydarzyło się w jego życiu, że chciał na jakiś czas zmienić klub. Może jego historia jest podobna do mojej ? Można tak gdybać, ale ja chyba nigdy nie dowiem się co go pchnęło do podjęcia tej decyzji.
Dzisiejszego dnia mam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Muszę odwiedzić Mario i zostawić mu pewną wiadomość. List, na wypadek gdyby się jeszcze kiedyś przebudził, a mnie przy nim nie będzie. Teraz zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nie chcę wyjeżdżać... Moim największym marzeniem jest, aby Mel przyjechała i powiedziała, że mi wybacza, że mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Jednak tak się nie stanie. Jestem tego świadomy, jednak gdzieś w głębi serca mam nadzieję...
- Eh, Marco przestań ! - skarciłem się w myśli gdy wsiadałem do samochodu. Wspomnieniami wróciłem do dzisiejszego ranka, ostatniego treningu w tym sezonie z ukochanym klubem. Chłopcy zaakceptowali mój wybór wiedząc w jakiej znalazłem się ciężkiej sytuacji życiowej. Jedynym wyjątkiem był Nuri... Cały czas powtarza mi jakim jestem idiotą, że się poddaję i nie walczę o Mel. Mówi, że mogę żałować tego wyjazdu najbardziej na świecie. Nie wiem o co mu chodzi, przecież nie mam już nic do stracenia, a przecież muszę się jeszcze rozwijać jako piłkarz. Real da mi właśnie taką szansę. Gdy podjechałem pod szpital zaparkowałem na parkingu i wysiadłem z samochodu. Po kilku minutach drogi znalazłem się już w sali mojego przyjaciela. Nikogo tam nie było, dlatego też cieszyłem się z tego powodu. Chciałem chwilę pobyć z Mario sam na sam. Usiadłem na krześle obok łóżka i zacząłem swój monolog.
- Hej - przywitałem się szeptem. - To już dzisiaj wiesz...? Dzisiaj lecę do Madrytu, aby zaczął nowe życie. Jest mi bardzo trudno. Nie chcę zostawiać Dortmundu, Ciebie, drużyny, Mel... Ale nie mam innego wyjścia. Nie wyobrażam sobie życia w Niemczech kiedy w każdej chwili mogę spotkać na ulicy Melanie z jakimś innym facetem, szczęśliwą.... To byłby dla mnie największy cios na świecie, nie wytrzymałbym tego. Mario, przepraszam, że byłem dla ciebie złym przyjacielem. Że nie wspierałem Cię gdy mnie potrzebowałeś. Bo ja zdaję sobie sprawę z tego, że leżysz tutaj przeze mnie. Gdybym nie zakochał się w Mel byłbyś szczęśliwy... Przepraszam, to było silniejsze ode mnie. Ona jest taka wyjątkowa, przyciągała mnie do siebie jak magnes. I wiesz, zdaje mi się, że nigdy już nie doświadczę takiego uczucia jak przy niej. Już nigdy nie poczuję się kochanym, bo ja nie umiem kochać. Ciągle ranię tych na których mi zależy... Jestem beznadziejny, ale daje wam szansę. Tobie i Melanie. Chcę abyście byli szczęśliwi. Razem. Bo ty dasz jej szczęście, nie zranisz tak jak ja. Zostawiam dla Ciebie list, gdy się obudzisz, przeczytaj go. Będę się już żegnał przyjacielu... Życz mi szczęścia - powiedziałem kładąc białą kopertę na etażerce przy łóżku i wyszedłem z sali. Mam jeszcze jeden cel, miejsce gdzie zawsze dochodzę do każdej decyzji - Wieża Floriana...



Perspektywa Melanie

Słowa Şahina były dla mnie jak strzały wymierzone prosto w serce. " Marco odchodzi do Realu ", wypowiedź która pokruszyła moje serce na miliony małych kawałków.
- Mel, wszystko okey ? - w tle usłyszałam głos Turka.
- Nie, nie jest okey - wybuchnęłam płaczem. - Mario leży w śpiączce, rozstałam się z Marco, jestem z nim w ciąży, a on wyjeżdża do Hiszpanii. Nie, po prostu jest zajebiście ! - krzyknęłam.
- Melanie, uspokój się, razem damy radę. Pomożemy Ci. Ja, Tugba, Lisa... - poklepał mnie po plecach i podał chusteczki, żebym wywarła łzy.
- Ale nie będzie jego... Nie poradzę sobie, a w dodatku nie mam jeszcze pracy... - westchnęłam.
- O pracę się nie martw. Zapomniałem ci powiedzieć, rozmawiałem z szefem i powiedział, że szukają kogoś na stanowisko psychologa, a wiem od Marco, że to studiowałaś - gdy wypowiedział imię blondyna wzdrygnęłam się. - I jeśli stawisz się na rozmowę kwalifikacyjną to jest duża szansa, że dostaniesz te pracę.
- Boże Nuri, nie wiem jak mam ci dziękować - ucieszyłam się.
- Nie dziękuję mi. Wystarczy, ze pójdziesz na rozmowę i świetnie się zaprezentujesz - uśmiechnął się.
- Ale pomyślałeś o mnie, jesteś świetnym przyjacielem...
- Staram się - posłał mi szeroki uśmiech. - I Mel, wiesz że twoje dziecko nie musi wychowywać się bez ojca, prawda ? - spytał.
- Şahin, a jak ma inaczej się wychowywać ? Nie ma już mnie i Reus'a. Nigdy nie będziemy razem - zaczęłam bawić się dłońmi ze zdenerwowania.
- To nie prawda Melanie. Możesz jeszcze o niego zawalczyć, o wasze wspólne szczęście. Samolot ma o 18 - powiedział i opuścił moje mieszkanie. Spojrzałam na zegarek, 17:20.
- No dalej Mel - powiedział głos w mojej głowie. Jeśli tam nie pojedziesz twoje szczęście skończy się definitywnie za 40 minut.
Moja podświadomość miała rację. Marco to moje największe szczęście. Chcę jego, tylko jego... Wstałam z kanapy i zaczęłam szukać kluczyków do samochodu mojej siostry, a gdy już je znalazłam udałam się do garażu, aby już po kilku minutach jechać po ulicach Dortmundu. Miałam bardzo trudne zadanie gdyż lotnisko znajdowało się po drugiej stronie miasta. Jechałam szybko, bardzo szybko... Na pewno złamałam w tym czasie wiele przepisów, jednak to mnie nie obchodziło. Musiałam być na czas, musiałam powstrzymać Marco, musiałam poczuć jego gorące usta na moich wargach...

W tym samym czasie
Perspektywa Marco.

Jechałem właśnie taksówką przez ulicę Dortmundu. Cały czas spoglądałem przez okno. Gdy z daleka ujrzałem gmach stadionu poczułem palący ból w sercu. To już nie będzie mój dom, bezpieczna przystań. Stanę się obcy w chwili gdy przekroczę granice niemieckiego państwa. Kierowca zatrzymał się przed lotniskiem, zapłaciłem mu, wziąłem bagaż i wyszedłem. Oddałem walizki, a następnie udałem się na odprawę. Rozglądałem się co chwile nerwowo. Miałem nadzieję, że ujrzę tutaj kogoś kto mnie powstrzyma. Miałem nadzieję, że ujrzę brunetkę o czekoladowych oczach. Jednak nigdzie jej nie było... Stanąłem w kolejce do rewizji bagażu podręcznego. Zegarek tyka, a mi zostało 10 najdłuższych minut w życiu.

Perspektywa Melanie

Byłam na lotnisku i zaczęłam szukać Reus' a. Nie było to takie proste. Budynek był ogromny, a dookoła tłoczyło się bardzo dużo osób. Stanęłam w miejscu i zaczęłam się rozglądać, nagle do moich uszu dobiegł komunikat:
- Pasażerów do Madrytu zapraszamy na pokład - zaczęłam biec w stronę stanowisk z kontrolą. Był tam, widziałam go.
- Marco ! - krzyknęłam. Nie usłyszał mnie. Gdy patrzyłam jak znika w tunelu po moich policzkach pociekły łzy. Moje szczęście odeszło....




Next = 16 komentarzy 

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 18 " Co z nią ? "





Czy oni są sobie pisani ? A może to tylko złudzenie tych ludzi, którzy widzieli ich szczęśliwych jak nigdy wcześniej ? Może ta historia ma skończyć się zupełnie inaczej niż wszyscy się tego spodziewają ? Może zaskoczy swoim zakończeniem ? Można tak gdybać, jednak nikt nie pozna odpowiedzi na owe pytania przed zakończeniem. Bo to właśnie ono jest najlepsze w każdej historii. Czasem szczęśliwe, innym razem zupełnie odwrotne. A w tym wypadku jak będzie ? Chcecie wiedzieć ? Na to jest prosta recepta. Musicie przebrnąć przez wszystkie emocje. Pozytywne, negatywne, łzy, cierpienie, szczęście, nienawiść. Potem przez wątki, aż dojdziecie do punktu kulminacyjnego, dalsza droga jest krótka trzeba mieć tylko trochę cierpliwości...


Dwa tygodnie później


Czy wiecie jak to jest gdy tęskni się za kim kto jest bardzo bliski waszemu sercu ? Ja znam to uczucie doskonale i gdy myślałam, że już nigdy go nie zaznam, ono wraca do mnie niczym bumerang. Początkowo moja tęsknota była skierowana do rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym, potem gdy byłam w zakładzie i nie mogłam zapomnieć o życiodajnej heroinie. A teraz nie mogę poradzić sobie z odejściem Marco. Dlaczego ja go tak kocham ? Dlaczego nie mogę o nim zapomnieć ? Dlaczego śnie o nim każdej nocy ? Może jest tego jakąś przyczyna. Może ktoś tam w górze nie chce, abym o nim zapomniała ?

Dzisiejszego dnia jak zwykle rano udaje się do szpitala, aby odwiedzić Mario. Lekarze mówią, że jego stan się poprawia, wiec mam nadzieje, ze juz niedługo wzbudzi się ze śpiączki. Gdy byłam przed szpitalem dostrzegłam, że na jednej z ławeczek siedzi mała dziewczynka, no oko może mieć 4 lata. Zmartwiłam się, że nie ma z nią nikogo dorosłego wiec podeszłam do niej.







- Cześć - uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej.
- Hej - odpowiedziała niepewnie.
- Nazywam się Melanie, a ty ? - spytałam.
- Nikola.
- Nikola dlaczego siedzisz tutaj sama ? Gdzie są twoi rodzice ? - gdy zdawałam kolejne pytania mała była trochę przestraszona.
- Ja nie mam rodziców. Mieszkałam w domu dziecka, ale uciekam - powiedziała i zaczęła szukać czegoś w swoim plecaku. Szczerze mówiąc nie dziwiłam się jej. W bidulu jest strasznie. Ja i Lisa spędziłyśmy tam miesiąc zanim moja babcia podpisała wszystkie papiery i przejęła nad nami opiekę rodzicielską.
- Nikola, wiesz, że oni się martwią o ciebie ? - spytałam dotykając jej ramienia.
- Na pewno nie, oni mnie nie lubią i ciągle krzyczą - przyznała.
- Wiesz, mam pomysł. Może pójdziemy na lody co ? - nie chciałam jej tak od razu odsyłać do przytułku, bo przyznam, że polubiłam ją bardzo.
 - Dobrze - wstałyśmy ławki, a ja chwyciłam ją za rączkę i udałyśmy się do lodziarni.

Przez cały czas ja i Nikola wiele rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że jej rodzice zginęli rok temu w wypadku lotniczym, a nikt z rodziny nie mógł się nią zająć.
Nikola ma teraz 4 lat, uwielbia grać w piłkę nożną i kibicuje Borussii Dortmund. Jej ulubionym piłkarzami są Mats i Nuri. Gdy zbliżała się już późna godzina postanowiłam, że muszę zawieść małą do domu dziecka. Nie chciałam tego, wolałabym aby została ze mną, jednak to jest niemożliwe.
- Nikola, musimy wracać - powiedziałam biorąc ją za rączkę.
- Melanie, a odwiedzisz mnie jeszcze kiedyś ? - spytała z nadzieją w oczach.
- Oczywiście, że tak - przytuliłam ją do siebie. Weszliśmy do przytułku, a następnie dziewczynka zaprowadziła mnie do swojej sali. Była mała, mieściło się tam wiele łóżek. Ściany były brudne, na podłodze było pełno kurzu. Nie mogłam pojąć jak te dzieci mogą mieszkać w takich warunkach. Gdy Nikola usiadła na swoim łóżku do pokoju weszła starsza kobieta, która była wychowawczynią dziewczynki.
- Nikola ! Gdzieś ty była ?! - zaczęła się na nią wydzierać. Widziałam, że mała się jej boi.
- Proszę na nią nie krzyczeć - upomniałam ją.
- Oh, a co ty wiesz o wychowaniu dzieci. Jak się tutaj w ogóle znalazłaś ? - spytała.
- Przyprowadziłam Nikole - odpowiedziałam.
- Dobrze, a teraz żegnam. Koniec odwiedzin się skończył - powiedziała i rzuciła mi ostre spojrzenie. Przytuliłam jeszcze dziewczynkę i szepnęłam, że ją odwiedzę. Opuściłam dom dziecka i udałam się z powrotem do szpitala...


Perspektywa Marco


Dzisiaj trener zrobił nam dzień wolny od treningów, jednak ja i tak musiałem się zjawić na Idunie. Zadzwonił do mnie prezes z informacją, że musi ze mną porozmawiać. Moje auto sunęło teraz ulicami Dortmund, a ja miałem myśli skierowane do tylko jednej osoby. Chyba każdy wie o kogo chodzi. Gdy dojechałem pod SIP zostawiłem samochód na parkingu i ruszyłem do gabinetu prezesa. Gdy już byłem przed drzwiami cicho zapukałem, a gdy usłyszałem
" proszę " wszedłem do środka.
- Witaj Marco - prezes przywitał mnie uściskiem dłoni.
- Dzień dobry - usiadłem na wskazane przez niego miejsce.
- To o czym chciał pan ze mną porozmawiać ? - spytałem.
- Marco słyszałem, że ostatnio masz różne problemy i pomyślałem, że może ci się przydać zmiana otoczenia na jakiś czas. W tym tygodniu skontaktował się ze mną Real Madryt i zaproponował półroczne wypożyczenie. To polegałoby na wymianie. Ty idziesz tam, a do nas przechodzi na ten czas Isco. Co ty na to ? - spytał podając mi papiery. Zacząłem je czytać. Dawali dobre warunki, a gra dla takiego klubu jak Real jest dla każdego z graczy marzeniem. Poza tym mógłbym na jakiś czas zapomnieć o problemach, a przede wszystkich o Melanie.
- Ja muszę to jeszcze przemyśleć, ale raczej się zgodzę - powiedziałem i zabrałem papiery z biurka.
- Czy mógłbyś mi dać odpowiedź maksymalnie za dwa dni ? - spytał.
- Myślę, że tak - pożegnałem się i wyszedłem. Ja już podjąłem decyzję. Gra dla takiego klubu jak Real Madryt jest czymś wyjątkowym, a świadomość, że wybrali akurat mnie z tysięcy piłkarzy przyprawia mnie o dumę. Prawda jest taka, że tu w Dortmundzie nie mam nic. Ani dziewczyny, ani przyjaciół... To dla mnie wielka szansa, a takiej nie powinno się przepuszczać. Skierowałem moje kroki do samochodu, który ruszył w kierunku domu Şahina. Chciałem, aby wiedział o mojej decyzji, w końcu to jeden z niewielu osób, którym ufam. Jechałem tam około 10 minut, zaparkowałem przed domem i podszedłem do drzwi, do których zadzwoniłem. Po chwili otworzyła mi pani Şahin.
- Marco, witaj - przywitała mnie uśmiechem.
- Cześć Tugba. Jest może Nuri ? - spytałem.
- Tak, wejdź. Bawi się w salonie z Ömerem - zaprosiła mnie do środka. Gdy wszedłem do pokoju od razu dopadł mnie mały Şahin, który przytulił się do moich nóg. Wziąłem go na ręce.
- Ujek Marco - wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
- Hej mały - poczochrałem go po włosach.
- No ej nio - zezłościł się.
- Ömer, chodź pójdziemy na spacer ! - zawołała do niego mama.
- Jus ide - postawiłem go na ziemię i pobiegł do korytarza. Ja w tym czasie usiadłem na kanapie obok piłkarza.
- Napijesz się czegoś ? - spytał.
- Nie dziękuję. Przyszedłem na chwilę, bo chce ci coś powiedzieć.
- A więc zmieniam się w słuch -uśmiechnął się.
- Dostałem propozycję wypożyczenia na pół roku. Przenoszę się do Realu Madryt - powiedziałem szybko. Widziałem, że był zszokowany.
- Marco, a Mel ? Co z nią ? Co z Mario ? Co z Borussią ? - spytał.
- Ja muszę odpocząć od wszystkiego. Ale mam do ciebie prośbę. Bądź przyjacielem dla Melanie...





Chyba po raz kolejny Was zaskoczę.
Najpierw wypadek, rozstanie Marco i Mel, ciąża, a teraz transfer do Realu...
Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za to.
Pozdrawiam Gorąco


Czytasz = komentuj

Next = 14 komentarzy 

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 17 " Walcz o nią "


Rozdział jest z dedykacją dla Julianny Kot, Dominiki Badstuber, Alex oraz Kateriny Downson,  bo to dzięki Waszym komentarzą udało mi się coś naskrobać. Dziękuję bardzo !






Cz kiedykolwiek ddoświadczyłeś czegoś tak wspaniałego, że gdy zostało Ci to odebrane, twoje życie było nie do zniesienia ? 







Dwa tygodnie później
Perspektywa Melanie


Przez ostatnie tygodnie stan Mario nie poprawił się w nawet w najmniejszym stopniu. Lekarze wielokrotnie próbowali wzbudzać go ze śpiączki, jednak każda próba kończyła się niepowodzeniem. Przez cały ten czas siedzę przy nim trzymając go za rękę, wiele do niego mówię. Czasem mam wrażenie, że mnie słucha, nawet chce coś powiedzieć, ale nie może. Jakaś dziwna moc mu na to nie pozwala. Codziennie przychodzi tutaj ktoś z klubu, jednak Marco nie pojawił się ani razu. Od naszego rozstania minęło już sporo czasu, ale nie zadzwonił, nie napisał. Bardzo za nim tęsknię, jednak wiem, że nic z tego nie wyjdzie. Skrzywdziłam go, a on nie chce mnie znać. Drzwi do sali otworzyły się, a za nimi dostrzegam Şahina. Odkąd Mario tu leży przychodzi praktycznie codziennie. Zdążyłam się już z nim zaprzyjaźnić.
- Hej - przywitał się i usiadł obok na krześle.
- Hej - odpowiedziałam bladym uśmiechem.
- Jak on się trzyma ? - spytał wskazując na Mario.
- Ciągle bez zmian - przyznałam smutno.
- A ty ? Jak ty się czujesz ? - przyjrzał mi się uważnie.
- Dobrze...
- Mel, wiem, że siedzisz tutaj cały czas. Jedz do domu, ja przy nim posiedzę - powiedział.
- Ale... - chciałam coś powiedzieć, jednak mi przerwał.
- Melanie, idź do domu - powiedział, a ja się go posłuchałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi. Wtedy jednak moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Upadłam na podłogę i zemdlałam...


Narracja 3 - osobowa

Gdy wysoka brunetka zsunęła się po ścianie na ziemię, podbiegł do niej przyjaciel, który zaczął wołać lekarza. Bardzo bał się o dziewczynę, która przez ostatnie tygodnie zamieniła dom na szpital. Wiedział, że jest przemęczona, ale nie dawała tego po sobie poznać. Melanie obudziła się po kilku minutach, a lekarz zabrał ją do gabinetu w celu wykonania badań. Początkowo kobieta nie chciała się zgodzić, jednak zrozumiała, że może dziać się coś co może zaszkodzić jej zdrowiu. Lekarz wykonał potrzebne badanie, jednak musiał skonsultować się z kimś innym. Opuścił pomieszczenie, a potem weszła do niego młoda kobieta.
- Hej, jestem Lena - przywitała się.
- Hej, Melanie - odpowiedziała jej uśmiechem.
- Rozmawiałam z doktorem Brownem i powiedział, że podszebna jest jeszcze moja interwencja. Zapraszam na USG - wskazała na kozetkę. Dziewczyma wstała z krzesła, położyła się i pociągnęła bluzkę do góry, a Lena posmarowała jej brzuch zimnym, nieprzyjemnym żelem. Zaczęła jeździć po nim urządzeniem.
- Kiedy ostatni raz miałaś miesiączkę ? - spytała wpatrując się w monitor.
- Nie jestem pewna, ale chyba ostatni raz ponad miesiąc temu...
- Melanie, zostaniesz mamą. To trzeci tydzień - uśmiechnęła się. W tym momencie jej świat się zawalił. To nie możliwe, ona nie mogze być matką !
- Coś się stało ? - spytała widząc jej niepokój na twarzy.
- To nie może być prawda - powiedziała spalinowana.
- Ale jest. Czy ten chłopak, który leży w śpiączce jest ojcem ? - spojrzała pytająco.
- Nie, ale ja i ojciec dziecka rozstaliśmy się dwa tygodnie temu - wyszeptała wracając wspomnieniami do ostatniej nocy z Marco.
- Pamiętaj jednak, że dziecko nie jest niczemu winne - powiedziała podając jej chusteczki do wystarcia.
- Wiem, jednak nie wyobrażam sobie siebie w roli matki - przyznała wracając ponownie na krzesło.
- Żadna młoda kobieta sobie tego nie wyobraża, a jeszcze bardziej wtedy, gdy ciąża jest nieplanowana. Jednak zobaczysz, z czasem pokochasz to maleństwo. Teraz musisz dużo odpoczywać i nie denerwować się, bo to może mu zaszkodzić - powiedziała i zaczęła pisać coś na kartce, którą jej podała.
- Od teraz żadnego alkoholu, kawy, używek i tym podobnych. Widzimy się na kontroli za dwa tygodnie - uśmiechnęła się i pożegnała.


Perspektywa Melanie

Nie mogłam w to uwierzyć... Ja nie mogę być matką, nie teraz.
Co ja zrobię ? Nie mogę przecież pójść do Marco i mu o tym powiedzieć. Nienawidzi mnie, a poza tym dziecko nie jest mu potrzebne. On ma karierę, musi się rozwijać, a nie zajmować się maleństwem. Zdecydowałam, że sama je wychowam, a Marco nigdy się nie dowie. Jednak nie wyjadę z Dortmundu, zbyt kocham to miasto. Będę się po prostu starała unikać Reus'a. Wyszłam na korytarz, a tam czekał na mnie Nuri.
- Hej i jak po badaniu ? Wszystko dobrze ? - wypytywał się.
- Tak... - odpowiedziałam niepewnie.
- Melanie, wiem że kręcisz. Proszę, powiedz prawdę - popatrzył mi w oczy.
- Nuri, ja... ja jestem w ciąży - wyszeptałam i usiadłam na krześle, a on zrobił to samo.
- Ale jak to ? Czy to jest dziecko Marco ? - spytał.
- Tak, ale musisz obiecać, żenie powiesz mu prawdy. Nuri, proszę... Nie możesz tego zrobić. Marco mnie nienawidzi - złapałam go za dłoń i popatrzyłam w oczy.
- Melanie, ale jak ty to sobie wyobrażasz ? Marco ma prawo wiedzieć, jest w końcu ojcem. Jak ty sama wychowasz tę kruszynę ?
- Dam radę Şahin - uśmiechnęłam się i ruszyłam w kierunku postoju taksówek, aby potem znowu znaleźć się w domu.



Perspektywa Marco


Przez ostatnie tygodnie jestem jakiś nieobecny. Czuje się tak jakby zeszła ze mnie cła radość życia. Została przy Mel... Czemu ja jestem taki głupi ? Dlaczego wtedy obraziłem się jak jakiś dzieciak i odszedłem ? Odszedłem wtedy gdy najbardziej mnie potrzebowała. Nie mogłem jej przecież winić za to co powiedziała. Przecież nie ma wpływu na to co czuje do Mario, to ze nie jest dla niej obojętny, w końcu serce nie sługa. Tak bardzo chciałbym teraz trzymać ją w ramionach, jednak wiem, że ją zawiodłem i boję przyznać się do winy. To wszystko przez tą moją cholerną dumę. Jak zawsze o 17 udałem się do szpitala. Przychodzę tu codziennie, ale wtedy gdy nie ma Melanie. Nie chce jej spotkać, nie chce poczuć tego ukłucia w sercu.
Gdy wszedłem do sali siedział juz tam turecki zawodnik.
- Hej - przywitałem się.
- Hej.
- Była dzisiaj Mel ? - spytałem siadając na krześle obok łóżka Mario.
- Była, jest tu codziennie. Marco, powinieneś z nią porozmawiać, naprawdę... Jest coś o czym nie mogę ci powiedzieć, ale tym musisz o nią walczyć. Ona kocha Mario, ale nie w ten sam sposób co ciebie. Traktuje go bardziej jak brata lub przyjaciela, a nie jak partnera. Ona cię bardzo kocha, ale myśli, że jej nienawidzisz. Stary, walcz o nią - polepał mnie po ramieniu i wyszedł zostawiając mnie samego z tysiącem myśli.




Hej, oddaje w wasze ręce nowy rozdział. Musze przyznać, że nie jest jakiś zachwycający i mi się nie podoba. Krótki i nudny, jak reszta moich rozdziałów.
A więc jak to będzie ? Marco i Mel wrócą do siebie ? Co będzie z Mario ? A może pojawi się ktoś jeszcze ? Czy Reus dowie się o ciąży ? Jak myślicie ?

Nowy rozdział pojawi się jeśli pod tym postem będzie przynajmniej 12 komentarzy.
jest 29 obserwatorów, a komentarzy 8, 9.
Myślę, aby zrobić tego bloga tylko dla zaproszonych.
No dobra, nie przynoszą Was już.

Pozdrawiam gorąco

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 16 " Marco, przepraszam... "


Perspektywa Melanie

To było jak jeden wielki koszmar. Mario... Mój Mario... Nie, nie, nie ! To nie może być prawda. Osunęłam się po drzwiach przymierzalni i wybrałam numer do Marco, odebrał po kilku sygnałach.
- Hej kochanie - przywitał mnie głos, który tak bardzo kochałam.
- Marco... - głos zaczął mi się załamywać, po policzkach ciekły łzy. - On miał wypadek, Mario miał wypadek. Musisz zadzwonić na pogotowie i policję. Był na autostradzie - wyszeptałam.
- Melanie, co ty pieprzysz !? - spytał.
- Dzwonił się pożegnać, powiedział, że zaraz wszystko się skończy, a potem był tylko huk i nie odpowiadał...
- Kochanie, nie płacz. Zaraz zadzwonię w odpowiednie miejsca. Gdzie jesteś ? - spytał. Wyczułam w jego głosie smutek i rozgoryczenie.
- W galerii - wyszeptałam.
- Wracaj do domu, niedługo po ciebie przyjadę - powiedział i się rozłączył.


                     

Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy z tego co dzieje się teraz na autostradzie. Ktoś wcześniej zauważył kierowcę, który tracił panowanie nad pojazdem i zadzwonił do odpowiednich służb. Trwa teraz akcja ratunkowa. Jednak czy ona jest potrzebna ? Czy uda się jeszcze przywrócić życie ? Strażacy wycieli drzwi od strony kierowcy. Powoli wyjęli nieprzytomnego mężczyznę i położyli na noszach.
- Nie oddycha ! - krzyknął jeden z lekarzy i zaczął robić masaż serca. W tym samym czasie ktoś inny podpiął pacjenta pod różne urządzenia, jedno z nich pokazywało pracę serca. Jednak na min można było tylko zobaczyć ciągłą kreskę.
- No dalej - jeden z lekarzy nie dawał za wygraną. - Adrenalina ! - krzyknął, wtedy inny doktor podał ją chłopakowi.
- Mamy go - powiedział gdy maszyna ruszyła, a chłopak zaczął płytko oddychać. Podłączyli go do respiratora. Zabrali do karetki i pojechali w stronę szpitala mając nadzieję, że nie wydarzy się już nic złego. Ale czy tak będzie ? Przecież ten chłopak tak bardzo lubi kusić los.



Perspektywa Marco

Ta wiadomość bardzo mną wstrząsnęła. Przecież to mój przyjaciel. Najlepszy jakiego miałem do tej pory. Jeśli on nie przeżyje, to już nigdy nic nie będzie takie samo. Nawet tygodnie bez niego były straszne. Kto by pomyślał, że będzie mi go tak bardzo brakowało po tych wszystkich wydarzeniach. Ale jednak... Bardzo za nim tęsknię i jeśli coś się wydarzy, to będzie to z mojej winy...
Podjechałem pod dom Melanie, kiedy zadzwoniła moja komórka. Na wyświetlaczu pojawił się obcy numer, jednak postanowiłem odebrać.
- Pan Marco Reus ? - spytał miły kobiecy głos.
- Tak, to ja - potwierdziłem.
- Pan Götze miał wypadek, jego stan jest ciężki, karetka właśnie wiezie go do naszego szpitala - powiedziała.
- Dziękuję za informacje, zaraz będę - rozłączyłem się i wyszedłem z samochodu. Podszedłem do drzwi domu mojej ukochanej, zadzwoniłem dzwonkiem. Otworzyła mi po chwili cała zapłakana. Od razu ją przytuliłem.
- Mario jest w szpitalu, jedziemy -złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę pojazdu.
- W jakim jest stanie ? - spytała przyglądając mi się uważnie.
- W bardzo złym, ale żyje - powiedziałem nie patrząc na nią. Wiem, że ona go kocha, że nie jest dla niej obojętny, bolało mnie to. Nawet bardzo, ale w tym momencie to nie jest ważne, ważny jest Mario.
- Kazał cię przeprosić - wyszeptała. Jednak ja nic na to nie odpowiedziałem. Przeżywałem teraz wewnętrzne cierpienie, z którym nie chciałem się z nikim dzielić nawet z Mel.
Gdy dojechaliśmy do szpitala zaczęliśmy szukać mojego przyjaciela. Okazało się, że jest teraz na sali operacyjnej. Czekaliśmy z moją dziewczyną przed nią . Bardzo się denerwowałem, bałem się, że Mario nie wyjdzie z tego. Po jakiś dwóch godzinach kiedy siedziałem na krześle przytulając do siebie Mel, z sali wyszła pielęgniarka.
- Przepraszam, co z Mario ? - spytałem podrywając się z miejsca.
- Nie jest zbyt dobrze. Stracił wiele krwi, a niestety ma bardzo rzadką grupę, szukamy dawców -powiedziała.
- Jaka to grupa ? - spytała Melanie.
- Zero.
- Ja mam taką , chętnie oddam - szepnęła cicho.
- Dobrze, a więc zapraszam - kobieta zabrała ją do jednego z gabinetów, a ja patrzyłem jak oddalają się, a następnie znikają za jednym z korytarzy. Teraz krew mojej dziewczyny będzie płynęła w żyłach Mario. Czy ja, jako zazdrosny kochanek mogłem wyobrazić sobie coś gorszego ? Chyba jednak nie...


Perspektywa Melanie

Gdy dotarłam juz do gabinetu, pielęgniarka kazała mi usiąść na jednym z krzeseł. Gdy zaczęła przygotowywać się do pobrania krwi spytałam:
- Myśli pani, że on z tego wyjdzie ?
- Myślę, że trzeba wierzyć, że tak się stanie. Jest bardzo silny. Wiele osób na jego miejscu znajdowałoby się już w kostnicy. Jego serce jednak walczy, nie poddaje się. Ten chłopak musi chyba kogoś bardzo kochać...
- Tak, kocha bardzo - przyznałam. - Najgorsze jest jednak to, że on zrobił to celowo. Ten cały wypadek był zamierzony. - po moim policzku pociekła łza.
- Wiec będzie później potrzebował na pewno wsparcia, może nawet rozmowy ze specjalistą. Ale proszę się nie martwić, teraz trzeba być przy nim i dawać poczucie bezpieczeństwa - powiedziała wlewając moją krew do woreczków.
- Teraz przez najbliższe dwa tygodnie będzie pani trochę słaba, ale proszę się nie martwić, wszystko się ułoży. - poklepała mnie po ramieniu i udała się na salę operacyjną gdzie leżał Mario. Ja wróciłam natomiast do mojego Marco. Siedział na krześle, a twarz miał schowaną w dłoniach. Usiadłam obok i pokładziłam lekko po plecach.
- A co jeśli on z tego nie wyjdzie ? Co jeśli umrze, a ja nie zdążę nawet z nim porozmawiać ? Może juz nigdy się nie zobaczymy, nie zagramy razem w piłkę. Nigdy nie miałem kogoś takiego jak on - przyznał.
- Marco, on ci wybaczył - szepnęłam.
- Powiedz mi o czym z nim rozmawiałaś, powiedz wszystko Mel - poprosił.
- Dobrze... Kazała cie przeprosić. Powiedział, że mnie kocha, ale ty i ja pakujemy do siebie, dał nam wolną rękę. - chwyciła jego dłoń. - Powiedział też, że mnie kocha.
- Ty też go kochasz, prawda ? - spytał blondyn z bólem w oczach.
- Tak, kocham go. Jednak kocham tez ciebie Marco. Kocham cie tak bardzo, że nie wyobrażam sobie, żeby mogło cie zabraknąć w moim życiu - pocałowałam go w policzek. - Jesteś dla mnie bardzo ważny.
- Tez jesteś dla mnie ważna Melanie, bardzo Cię kocham - pocałował mnie w gołe ramię.

Dwie godziny później

Z sali operacyjnej wyszedł lekarz, który zaraz podszedł do nas.
- Z panem Mario jest bardzo źle. Zapadł w śpiączkę, nie możemy go wzbudzić - powiedział i odszedł.
- Wiesz, że niedługo umrze ? - spytał blondyn, wtedy nie wytrzymałam.
- Co ty mówisz ?! - spytałam. - Co ty do jasnej cholery pieprzysz ?! Mario z tego wyjdzie, jest silny. A wiesz dlaczego da rade ? Bo mnie kocha, a ja będę nad nim czuwać - gdy powiedziałam ostatnie słowo zdałam sobie sprawę jak bardzo skrzywdziłam Reus' a.
- Marco, przepraszam - chciałam do niego podejść, ale się odsunął.
- Nie, spoko, rozumiem... Mario kocha ciebie, a ty jego. Życzę szczęścia - powiedział i odszedł.
- Marco ! - krzyknęłam, ale on nawet się nie odwrócił.

Dzisiaj przeżyłam właśnie pierwszą kłótnie w związku...

Szkoda tylko, że żadne z nich nie domyślało się, co stanie się później...


A więc oddaje kolejny w wasze ręce. Tak wiem, Mario żyje, mam w stosunku do niego inne plany. Mam nadzieje, ze nie zabijecie mnie za rozstanie Marco i Mel.
Życzę wam miłego weekendu.
Pozdrawiam Natalia