Czy oni są sobie pisani ? A może to tylko złudzenie tych ludzi, którzy widzieli ich szczęśliwych jak nigdy wcześniej ? Może ta historia ma skończyć się zupełnie inaczej niż wszyscy się tego spodziewają ? Może zaskoczy swoim zakończeniem ? Można tak gdybać, jednak nikt nie pozna odpowiedzi na owe pytania przed zakończeniem. Bo to właśnie ono jest najlepsze w każdej historii. Czasem szczęśliwe, innym razem zupełnie odwrotne. A w tym wypadku jak będzie ? Chcecie wiedzieć ? Na to jest prosta recepta. Musicie przebrnąć przez wszystkie emocje. Pozytywne, negatywne, łzy, cierpienie, szczęście, nienawiść. Potem przez wątki, aż dojdziecie do punktu kulminacyjnego, dalsza droga jest krótka trzeba mieć tylko trochę cierpliwości...
Dwa tygodnie później
Czy wiecie jak to jest gdy tęskni się za kim kto jest bardzo bliski waszemu sercu ? Ja znam to uczucie doskonale i gdy myślałam, że już nigdy go nie zaznam, ono wraca do mnie niczym bumerang. Początkowo moja tęsknota była skierowana do rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym, potem gdy byłam w zakładzie i nie mogłam zapomnieć o życiodajnej heroinie. A teraz nie mogę poradzić sobie z odejściem Marco. Dlaczego ja go tak kocham ? Dlaczego nie mogę o nim zapomnieć ? Dlaczego śnie o nim każdej nocy ? Może jest tego jakąś przyczyna. Może ktoś tam w górze nie chce, abym o nim zapomniała ?
Dzisiejszego dnia jak zwykle rano udaje się do szpitala, aby odwiedzić Mario. Lekarze mówią, że jego stan się poprawia, wiec mam nadzieje, ze juz niedługo wzbudzi się ze śpiączki. Gdy byłam przed szpitalem dostrzegłam, że na jednej z ławeczek siedzi mała dziewczynka, no oko może mieć 4 lata. Zmartwiłam się, że nie ma z nią nikogo dorosłego wiec podeszłam do niej.
- Cześć - uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej.
- Hej - odpowiedziała niepewnie.
- Nazywam się Melanie, a ty ? - spytałam.
- Nikola.
- Nikola dlaczego siedzisz tutaj sama ? Gdzie są twoi rodzice ? - gdy zdawałam kolejne pytania mała była trochę przestraszona.
- Ja nie mam rodziców. Mieszkałam w domu dziecka, ale uciekam - powiedziała i zaczęła szukać czegoś w swoim plecaku. Szczerze mówiąc nie dziwiłam się jej. W bidulu jest strasznie. Ja i Lisa spędziłyśmy tam miesiąc zanim moja babcia podpisała wszystkie papiery i przejęła nad nami opiekę rodzicielską.
- Nikola, wiesz, że oni się martwią o ciebie ? - spytałam dotykając jej ramienia.
- Na pewno nie, oni mnie nie lubią i ciągle krzyczą - przyznała.
- Wiesz, mam pomysł. Może pójdziemy na lody co ? - nie chciałam jej tak od razu odsyłać do przytułku, bo przyznam, że polubiłam ją bardzo.
- Dobrze - wstałyśmy ławki, a ja chwyciłam ją za rączkę i udałyśmy się do lodziarni.
Przez cały czas ja i Nikola wiele rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że jej rodzice zginęli rok temu w wypadku lotniczym, a nikt z rodziny nie mógł się nią zająć.
Nikola ma teraz 4 lat, uwielbia grać w piłkę nożną i kibicuje Borussii Dortmund. Jej ulubionym piłkarzami są Mats i Nuri. Gdy zbliżała się już późna godzina postanowiłam, że muszę zawieść małą do domu dziecka. Nie chciałam tego, wolałabym aby została ze mną, jednak to jest niemożliwe.
- Nikola, musimy wracać - powiedziałam biorąc ją za rączkę.
- Melanie, a odwiedzisz mnie jeszcze kiedyś ? - spytała z nadzieją w oczach.
- Oczywiście, że tak - przytuliłam ją do siebie. Weszliśmy do przytułku, a następnie dziewczynka zaprowadziła mnie do swojej sali. Była mała, mieściło się tam wiele łóżek. Ściany były brudne, na podłodze było pełno kurzu. Nie mogłam pojąć jak te dzieci mogą mieszkać w takich warunkach. Gdy Nikola usiadła na swoim łóżku do pokoju weszła starsza kobieta, która była wychowawczynią dziewczynki.
- Nikola ! Gdzieś ty była ?! - zaczęła się na nią wydzierać. Widziałam, że mała się jej boi.
- Proszę na nią nie krzyczeć - upomniałam ją.
- Oh, a co ty wiesz o wychowaniu dzieci. Jak się tutaj w ogóle znalazłaś ? - spytała.
- Przyprowadziłam Nikole - odpowiedziałam.
- Dobrze, a teraz żegnam. Koniec odwiedzin się skończył - powiedziała i rzuciła mi ostre spojrzenie. Przytuliłam jeszcze dziewczynkę i szepnęłam, że ją odwiedzę. Opuściłam dom dziecka i udałam się z powrotem do szpitala...
Perspektywa Marco
Dzisiaj trener zrobił nam dzień wolny od treningów, jednak ja i tak musiałem się zjawić na Idunie. Zadzwonił do mnie prezes z informacją, że musi ze mną porozmawiać. Moje auto sunęło teraz ulicami Dortmund, a ja miałem myśli skierowane do tylko jednej osoby. Chyba każdy wie o kogo chodzi. Gdy dojechałem pod SIP zostawiłem samochód na parkingu i ruszyłem do gabinetu prezesa. Gdy już byłem przed drzwiami cicho zapukałem, a gdy usłyszałem
" proszę " wszedłem do środka.
- Witaj Marco - prezes przywitał mnie uściskiem dłoni.
- Dzień dobry - usiadłem na wskazane przez niego miejsce.
- To o czym chciał pan ze mną porozmawiać ? - spytałem.
- Marco słyszałem, że ostatnio masz różne problemy i pomyślałem, że może ci się przydać zmiana otoczenia na jakiś czas. W tym tygodniu skontaktował się ze mną Real Madryt i zaproponował półroczne wypożyczenie. To polegałoby na wymianie. Ty idziesz tam, a do nas przechodzi na ten czas Isco. Co ty na to ? - spytał podając mi papiery. Zacząłem je czytać. Dawali dobre warunki, a gra dla takiego klubu jak Real jest dla każdego z graczy marzeniem. Poza tym mógłbym na jakiś czas zapomnieć o problemach, a przede wszystkich o Melanie.
- Ja muszę to jeszcze przemyśleć, ale raczej się zgodzę - powiedziałem i zabrałem papiery z biurka.
- Czy mógłbyś mi dać odpowiedź maksymalnie za dwa dni ? - spytał.
- Myślę, że tak - pożegnałem się i wyszedłem. Ja już podjąłem decyzję. Gra dla takiego klubu jak Real Madryt jest czymś wyjątkowym, a świadomość, że wybrali akurat mnie z tysięcy piłkarzy przyprawia mnie o dumę. Prawda jest taka, że tu w Dortmundzie nie mam nic. Ani dziewczyny, ani przyjaciół... To dla mnie wielka szansa, a takiej nie powinno się przepuszczać. Skierowałem moje kroki do samochodu, który ruszył w kierunku domu Şahina. Chciałem, aby wiedział o mojej decyzji, w końcu to jeden z niewielu osób, którym ufam. Jechałem tam około 10 minut, zaparkowałem przed domem i podszedłem do drzwi, do których zadzwoniłem. Po chwili otworzyła mi pani Şahin.
- Marco, witaj - przywitała mnie uśmiechem.
- Cześć Tugba. Jest może Nuri ? - spytałem.
- Tak, wejdź. Bawi się w salonie z Ömerem - zaprosiła mnie do środka. Gdy wszedłem do pokoju od razu dopadł mnie mały Şahin, który przytulił się do moich nóg. Wziąłem go na ręce.
- Ujek Marco - wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
- Hej mały - poczochrałem go po włosach.
- No ej nio - zezłościł się.
- Ömer, chodź pójdziemy na spacer ! - zawołała do niego mama.
- Jus ide - postawiłem go na ziemię i pobiegł do korytarza. Ja w tym czasie usiadłem na kanapie obok piłkarza.
- Napijesz się czegoś ? - spytał.
- Nie dziękuję. Przyszedłem na chwilę, bo chce ci coś powiedzieć.
- A więc zmieniam się w słuch -uśmiechnął się.
- Dostałem propozycję wypożyczenia na pół roku. Przenoszę się do Realu Madryt - powiedziałem szybko. Widziałem, że był zszokowany.
- Marco, a Mel ? Co z nią ? Co z Mario ? Co z Borussią ? - spytał.
- Ja muszę odpocząć od wszystkiego. Ale mam do ciebie prośbę. Bądź przyjacielem dla Melanie...
Chyba po raz kolejny Was zaskoczę.
Najpierw wypadek, rozstanie Marco i Mel, ciąża, a teraz transfer do Realu...
Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za to.
Pozdrawiam Gorąco
Czytasz = komentuj